Agencja Nieruchomości Rolnych nalega na dzierżawców, aby wykupowali ziemię. Proponowana cena - od 40 do 120 tysięcy złotych - jest zdaniem rolników za wysoka. Czują się oszukani i zagrożeni. Boją się utraty miejsc pracy.

- Do Agencji Nieruchomości Rolnych nic nie mamy. Problem jest w związku z ministrem Sawickim, bo to on ręcznie steruje Agencją - mówi Franciszek Nowak, prezes zarządu Stowarzyszenia Dzierżawców i Właścicieli Rolnych. - Źródłem zła jest pan minister i to przeciwko jego poczynaniom był skierowany nasz protest. Chodzi nam o to, aby skarb państwa nie sprzedawał naszych gospodarstw, do czego przymusza minister. Ceny proponowane do wykupu są tak wysokie (40-120 tys. zł za hektar), że musimy wchodzić w układy z obcym kapitałem. Rolnicy z Wielkopolski i zachodniopomorskiego czują się związani ze swoją ziemią. Nie pozwolimy, żeby stało się tak jak w innych regionach Polski, że wszyscy dzierżawcy uczą się języków obcych, bo zmuszeni do wykupu zawarli umowy z zagranicznymi inwestorami i to za ich pieniądze kupili ziemię. My jesteśmy z naszą ziemią zintegrowani, nie możemy się dać sprzedać tylko dlatego, że ministerstwo nalega.

Zdaniem dzierżawców nie mają warunków do planowania, inwestowania, brak stabilności ogranicza ich możliwości. W każdej chwili mogą utracić ziemię, na której gospodarują. Umowy dzierżawy nie dają w Polsce takich szans, jak w innych krajach unijnych.

- Dajemy do budżetu 2 mld zł rocznie - wylicza Franciszek Nowak. - Zatrudniamy 70 tys. ludzi na stałych umowach o pracę, odprowadzamy za nich składkę do ZUS. Płacimy dziesięciokrotnie większe ubezpieczenie niż rolnicy. Minister nie może tak nas traktować. Walczymy o ustawę o dzierżawie na wzór francuski. Tam umowa dzierżawy jest dziedziczna, zawierana na 99 lat. Wtedy można płacić czynsz i widzieć szansę na rozwój.

Zdaniem Franciszka Nowaka, rząd powinien zadbać o zapewnienie rolnikom możliwości zakupu ziemi:
- Minister każe nam oddać ziemię, bo niby da ją rolnikom, ale jednocześnie proponuje taką cenę wykupu, że rolnik tej ziemi nie kupi. Zwłaszcza, że nie ma żadnego programu finansowania zakupu ziemi, bo brak kredytów, a nawet jeśli są, to wycena ziemi przez bank jest inna niż przez Agencję. Jeśli na przykład wylicytujemy 50 tys. zł, a według gminy ziemia na tym terenie kosztuje 14 tys., to 35 tys. muszę mieć gotówką. Sawicki okłamuje premiera, mówiąc o nas, i dlatego ma w rządzie przyzwolenie na swoje działania. Udaje, że pomaga drobnym rolnikom, a naprawdę zależy mu tylko na zyskach ze sprzedaży ziemi.