Organizacje rolnicze zabrały głos w sprawie nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt. W tej sprawie zorganizowały konferencję prasową dniu 11 czerwca 2013 r, na której przedstawiły swoje stanowisko. Rolnicy od początku roku, od kiedy zakazany jest ubój religijny, ponoszą straty - ceny żywca wołowego spadły o 1000 zł na sztuce, co stanowi 20 proc. spadku wartości. W skali całego kraju problem ten dotyczy ok. 800 tys gospodarstw rolnych i hodowców żywca. Jak argumentują organizacje rolnicze, spadek opłacalności hodowli bydła przełoży się w przyszłości na problemy z ze zbożem, burakiem cukrowym i mlekiem, bowiem produkcja zwierzęca jest powiązana z produkcją roślinną. Rolnicy podkreślają, iż staną się najtańszą siła pracującą i pójdą po miejsca pracy do miast odbierając je ich mieszkańcom.

Organizacje broniące praw zwierząt podnoszą argumenty, że problem uboju religijnego dotyczy wąskiej grupy przedsiębiorców. Jest to zdecydowanie nieprawdziwy argument, bowiem jak pokazuje rzeczywistość rolnicy i hodowcy już obecnie ponoszą straty, a problem dotyczy kilkuset tysięcy gospodarstw zajmujących się hodowlą bydła. Przedsiębiorcy mówią o utracie miejsc pracy grupy 5-6 tysięcy osób, my mówimy o grupie nawet 800 tys. gospodarstw - podkreślają Szyszka i Izdebski.

Organizacje zrzeszające obrońców praw zwierząt, opowiadające się za utrzymaniem zakazu uboju religijnego zorganizowały w Warszawie w dniu 12 czerwca manifestację. Na manifestacji pojawili się przedstawiciele organizacji rolniczych i zaprosili uczestników na debatę w siedzibie PAP na godzinę 16:00. Mimo publicznego przyjęcia zaproszenia przedstawiciele organizacji broniących praw zwierząt nie pojawili się na spotkaniu.

- Zaprosiliśmy również organizacje reprezentujące branżę mięsną oraz przedsiębiorców. Niektórzy jechali specjalnie 300 km do Warszawy, aby zdążyć na debatę, na której zabrakło ważnej strony dialogu. To naszym zdaniem pokazuje, że obrońcy praw zwierząt nie mają argumentów merytorycznych i całą swoją strategię opierają na emocjach opartych na kreowaniu nieprawdziwego obrazu sytuacji i tworzeniu swego rodzaju "show" - komentują Szyszka i Izdebski.