(...). Wilki podkopują się pod ogrodzenie, zapędzają ofiary w róg zagrody i tam duszą niemal po kolei. Zjadają maksymalnie dwie sztuki. Reszta zostaje nietknięta. To sprawka wilczyc i ich młodych. Matki uczą w ten sposób szczeniaki zabijać - tłumaczy Kinga Kamińska.

Szacuje się, że na Warmii i Mazurach żyje ponad sto wilków. Jeszcze kilka lat temu było ich ok. sześćdziesięciu.

- W tej chwili mamy najliczniejszą populację wilków od ponad stu lat - mówi Dariusz Zalewski, prezes warmińsko-mazurskiego oddziału Polskiego Związku Łowieckiego w Olsztynie.

(...) Rolnicy, którzy stracili zwierzęta w ostatnim czasie, także radzą sobie sami. (...) Czy jest jakieś inne rozwiązanie, by uchronić się przed atakami wilków? Populacja dzikich zwierząt nie jest już w stanie sama się regulować uważa Dariusz Zalewski. Mogłoby się tak dziać, gdybyśmy nadal mieli bezkresne puszcze, jak 400 lat temu Od pewnego czasu wilki są objęte całkowitą ochroną. Jednak nikt nie pomyślał, że powietrzem się nie wyżywią. Teraz drapieżniki razem z roślinożernymi tłoczą się na coraz mniejszej przestrzeni. Nie ma więc nic dziwnego, że wilki zakradają się do zagród, skoro zaczyna brakować jedzenia w lesie. Uważam, że urzędnicy powinni się zastanowić, co dalej zrobić z tym klopotem.

Źródło: Dziennik Elblaski

Podobał się artykuł? Podziel się!