Projekt zmian w rozporządzeniu dotyczącym biomasy został skierowany do konsultacji międzyresortowych. Według ministerstwa gospodarki  proc. produkcji roślinnej w Polsce nie nadaje się do wykorzystania na cele konsumpcyjne.

Być może pomysł ten przyczyniłby się do wypełnienia unijnych zobowiązań. W 2010 r.7,5 procent energii ma pochodzić ze źródeł odnawialnych, a w 2020 dwa razy tyle.

Założenia piękne, jednak przy takich propozycjach odzywają się kwestie etyczne. "Palenie zbożem" w elektowniach wywołało falę krytyki. Co więc zrobić, gdy palenie zbożem rolnik praktykowałby na własną rękę? Na forach internetowych widać opór, jaki wywołuje ten temat. Tymczasem z praktycznego punktu widzenia idea nie jest zła. Wartość energetyczna spalanego owsa jest ponoć taka sama, jak węgla. Z drugiej strony rolnicze doświadczenia mówią o tym, że dymi, pali się krótko i lepiej dać sobie z tym spokój.

 - Jakoś rzepaku na olej nikt nie żałuje, albo kukurydzy na biomasę - mówi Stanisław Lech, rolnik z Czernichowa w woj. małopolskim. - Sąsiad pali jęczmieniem w domu, mówi, że ciepło... ale ja do palenia zbożem jakoś nie mogę się przekonać - przyznaje.

Tymczasem Krajowa Ferderacja Producentów Zbóż, uważa że w obecnej sytuacji nie jest to głupi pomysł, a wręcz go popiera. Prezez Rafał Mładanowicz uważa, że hodowla kilku świń więcej, aby opasać je niezużytym zbożem może doprowadzić nawet do kolejnej świńskiem górki.

Jednak o dziwo wątpliwości natury etycznej mają same koncerny. Nawet w Urzędzie Regulacji Energetyki mówi się, że jeśli przepisy wejdą w życie będą wypełniane, bo prawo jest prawem.

Źródło: farmer.pl

Podobał się artykuł? Podziel się!