"Od rana gospodynie robiły masło do święcenia. Część potem zjadano w niedzielę wielkanocną, większość jednak zostawiano w komorze do święcenia w następnym roku. Tego masła używano tylko gdy ktoś zachorował" - tak o tradycji podhalańskiej Wielkiego Piątku opowiada etnograf Stanisława Trebunia Staszel.

W Wielką Sobotę szykowano święconkę. Do wełnianej torby albo do koszyka z korzeni jałowca wkładano baranka z masła, ser, oscypek, chleb, moskol i jajka barwione na czerwono w łupkach z cebuli. W góralskiej kosołecce były także: sól, korzeń chrzanu, wykrawki z ziemniaków, owies i kiełbasa. Po poświęceniu wszyscy gospodarze śpieszyli do domu, żeby chałupę obejść trzy razy, bo to odganiało nieszczęście.

W sobotę w podhalańskich kościołach święcono wodę i ogień. W ciągu roku gazda kropił tą wodą owce przed wyjściem na wypas, zaprzęgi przed wyjazdem w pole do pierwszej orki czy siewu. Węgielki ze święconego w Wielkanoc ognia umieszczano w izbie pod strzechą lub pod progiem, by chroniły dom przed wszelkim nieszczęściem, a zwłaszcza przed uderzeniem pioruna.

W niedzielę po Rezurekcji górale siadali do stołu, żeby się podzielić się święconym. Po modlitwie każdy musiał obowiązkowo ugryźć kawałek chrzanu z solą. Najczęściej jedli żur robiony na rosole z wędzonki zabielony maślanką z wkrojonymi poświęconymi jajkami, kiełbasą i chrzanem.

Niedzielę spędzano w domu. Nie można było wykonywać żadnej pracy, żeby przypadkiem nie spłoszyć przybywających w tym dniu w progi domu dusz zmarłych. Nie ścielono nawet łóżek i nie gotowano.

W drugi dzień świąt czyli śmigus dyngus już od rana góralscy chłopcy polewali dziewczęta wodą ze studni a nawet wrzucali je do potoku. Każda chciała być polana, bo to wróżyło powodzenie wśród kawalerów i zdrowie na cały rok.

Orawskie zwyczaje w większości nie różniły się od podhalańskich. W Wielki Czwartek chłopcy palili Judasza. Korowód ze słomianą kukłą trzykrotnie okrążał kościół a następnie Judasz wrzucany był do rozpalonego na polu ogniska. "To był symbol zwycięstwa życia nad śmiercią" - powiedział Marcin Kowalczyk z muzeum Orawskiego Parku Etnograficznego w Zubrzycy Górnej.

Na Orawie zawsze w nocy z piątku na sobotę robiono masło. W tym regionie dodawano do masła różne zioła, a w ciągu roku leczono nim głównie choroby gardła. W Wielką Sobotę ozdabiano domy. Kwiatami z bibuły przystrajano malowane na szkle obrazy, ołtarzyki i sufit.

W orawskim domu nie wolno było w Wielką Niedzielę pracować ale i też położyć się do łóżka. To wróżyło nieszczęście. Nie należało wychodzić z domu. Wzajemne odwiedziny i orawskie posiady odbywały się w świąteczny poniedziałek. Ten dzień był też na Orawie uznawany za najlepszy do rozmów o planach małżeńskich. Kawalerowie po polaniu swoich wybranek solidną porcją wody odwiedzali rodziców panny i po świątecznym poczęstunku rozpoczynali rozmowę na temat starania się o jej rękę.

Źródło: PAP

Podobał się artykuł? Podziel się!