Rolnictwo afrykańskie było przedmiotem dyskusji uczestników panelu "Forum Współpracy Gospodarczej Afryka-Europa Centralna. Rolnictwo – możliwości kooperacji" podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach.

Ograniczony zasięg, niska wydajność i wysokie nakłady pracy – tak skrótowo podsumował problemy afrykańskiego rolnictwa Baiba Dhidha Mjidho, zastępca sekretarza generalnego w Barka Africa-INISE i sekretarz w Kenya Community Association i w Merseyside African Council, członek i doradca Rady Starszyzny plemienia Pokomo.

- Rolnicy zwykle mają małe gospodarstwa i trudno im zapewnić utrzymanie, a także zadbać o edukację dzieci. Na tym tle istnieje w Kenii jedna „wyspa szczęśliwości” – hodowla kwiatów korzystająca z nowoczesnych technologii i przynosząca zyski - komentował Baiba Dhidha Mjidho. Sam uważa, że zacofane rolnictwo jest skutkiem czasów kolonialnych, kiedy kraje Afrykańskie były wyłącznie eksploatowane i jednocześnie pozbawione jakichkolwiek inwestycji.

- Rolnictwo należy zmechanizować, trzeba zmodernizować środki produkcji, trzeba też zmienić myślenie świata o Afryce i uwolnić myślenie Afrykańczyków. Nasza przyszłość jest w naszych rękach - przekonywał.

Dodał, że Afryka ma problemy mentalnościowe i nie potrafi wykorzystać istniejących możliwości. Z drugiej strony, obok dużych projektów w rolnictwie wspieranych przez rząd potrzebna jest praca u podstaw wśród mieszkańców wsi. A to 85 proc. populacji w Afryce.

Jean Martin Rakotozafy, senator w parlamencie Madagaskaru, podkreślał, że warunki dla rolnictwa w jego kraju są znakomite. - Mamy idealny klimat dla agrobiznesu, nie ma problemów z wodą - przekonywał.

Madagaskar znany jest z upraw wanilii, ale jest też trzecim w Afryce producentem ryżu, produkuje maniok, kukurydzę, ziemniaki, jabłka, gruszki, fasolę czy owoce liczi (70 proc. udziału na rynku europejskim). Na wyspie jest 8 mln szt. bydła, 3 mln owiec i 30 mln szt. drobiu. Działa rybołówstwo. Ale rolnictwo i tak przeżywa problemy.

- Brakuje infrastruktury i środków na inwestycje. Postkolonialne naleciałości administracyjne powodują, że 65 proc. budżetu idzie na utrzymanie administracji i urzędników. Mamy bydło, ale nie mamy rzeźni - obrazowo wyjaśniał senator.