Już na samym początku sprawa wydała nam się co najmniej dziwna. Skontaktowaliśmy się z odkrywcą, który kategorycznie odmówił nam rozmowy- Nie chcę mieć z rolnictwem już nic wspólnego, mnie ta sprawa w ogóle nie interesuje, proszę do mnie nie dzwonić- usłyszeliśmy. Z nieoficjalnych informacji dowiedzieliśmy się, że zaraz po odkryciu nasz rozmówca sprzedał grunty i zrezygnował z rolnictwa.

Co spowodowało, że podjął taką decyzję?

 W zeszłym roku mieszkaniec gminy Sadowie przygotowywał pole pod zasiew zboża. Na gruncie, który "uprawiał z dziada pradziada" zahaczył pługiem o znajdujące się w ziemi duże kamienne płyty. Kierowany ciekawością postanowił odsłonić jedną z nich. Kryła ona komorę grobową, w której tkwiły kości ludzkie i fragmenty naczyń. Odkrywca o znalezisku postanowił poinformować odpowiednie służby. Dalszy przebieg wydarzeń niekoniecznie musiał mu się podobać.

Po zgłoszeniu znaleziska archeolog zadecydował o niezwłocznym przeprowadzeniu badań. Niestety, naukowiec nie przejął się zbytnio tym, że ziemia właśnie została przygotowana pod zasiew. - To standardowa procedura, załóżmy, że pozwolono by rolnikowi najpierw na siew, później na opryski, a na koniec na zbiory. Po pierwsze na polu w tzw. międzyczasie znaleźliby się jacyś amatorzy detektoryści, którzy staraliby się odkryć skarby, po drugie, prawdopodobnie praca rolnika naruszyłaby albo nawet zniszczyła teren archeologiczny- tłumaczy nam osoba, która od kilkunastu lat prowadzi tego typu badania.

Być może to właśnie ten fakt miał wpływ na to, że rolnik postanowił sprzedać pole i nigdy więcej nie wracać do tematu odkrycia... To jednak tylko hipoteza, my postanowiliśmy przygotować dla rolników kilkanaście cennych wskazówek, które pomogą im w batalii z archeologiem lub konserwatorem zabytków.

Rolnik, przynajmniej teoretycznie, ma prawo odwołać się od decyzji o zarządzeniu prac archeologicznych... W praktyce odmowa spowodowana wyłącznie chęcią zebrania plonów, nie jest wystarczającym uzasadnieniem do zaniechania wykopalisk. Potwierdza to także historia jednego z naszych bohaterów - Nikt nie docenił tego, że uczciwie zgłosiłem znalezisko. Wszystko na początku było fajnie, archeolog przyjechał, podziękował za zaangażowanie i...kontakt się urywał. Później ograniczał się do listów z nakazami i zakazami. Do wszystkich zaleceń miałem się zastosować, łącznie z ogrodzeniem terenu, na którym natrafiłem na znaleziska- denerwuje się Paweł Zińczuk, który kilka lat temu zgłosił odkrycie kilku przedmiotów z okresu Wędrówki Ludów.