To już pewne, Aleksander Tkaczow potwierdził, że w drugiej połowie tego roku wołowina i drób będą trafiały do Japonii. To efekt starań rosyjskiego resortu, które w marcu zaprosił do kraju kontrolerów z Japonii, którzy gościli w kilkunastu zakładach przetwórczych. Prawo eksportu otrzymały dwa z nich: Ratimir i Miratorg West. To jedne z największych zakładów w tym kraju.

Japonia staje się dla naszego wschodniego sąsiada jednym z największych odbiorców żywności. Tylko w 2016 roku wyeksportowano tam towary o wartości 330 milionów dolarów. W porównaniu do poprzedniego roku był to 19 procentowy wzrost. Obecnie największymi eksporterami rosyjskiego mięsa są Chiny, Turcja, Egipt, Korea i Kazachstan.

Minister rolnictwa bardzo optymistycznie podchodzi do sprawy rozwoju eksportu, żeby nie powiedzieć, że puszcza wodze fantazji, choćby w przypadku ewentualnego wywozu wieprzowiny do Chin czy Japonii. - Teraz jest to niemożliwe ze względu na epidemię afrykańskiego pomoru świń w Rosji. Wierzę jednak, że w ciągu kilku lat staniemy się tam także silnym graczem w sprzedaży wieprzowiny- uważa.

Nie ukrywa również, że tegoroczna sprzedaż to dopiero zapowiedź szerszego eksportu wołowiny i drobiu . - Zakładam, że do 2020 roku wzrośnie on aż 10 krotnie- ambitnie zakłada minister. Wbrew zapewnieniom rosyjskiego polityka, zdobycie znacznego udziału rynku wołowiny w Japonii może okazać się niesłychanie trudne. Głównymi eksporterami pozostają tam Australia i Ameryka.

Japonia każdego roku importuje około 60 procent swojego pożywienia. Jej największym dostawcą są Stany Zjednoczone.

Podobał się artykuł? Podziel się!