Dziennikarze gazety "Izwestia" dokonali zakupu na rynkach i w sklepach, i przekazali zatem do kontroli sanitarnej. Boris Kaczkowskij lekarz sanitarny z instytutu żywienia RAN oświadczył dziennikarzom – „Beztroscy konsumenci najczęściej są narażeni na "przedozowanie chemią” i na wszystko co za tym następuje - niedomaganie, mdłości i inne schorzenia. Uniknąć tego można, jeżeli będzie się zasady: "kupuj, ale sprawdzaj".

Pierwszą badaniom poddano młodą kapustę. Sympatyczne zielone główki kapusty leżały na wszystkich ladach, lecz gdy pytali o certyfikat, sprzedawca znikał a zamiast niego niby spod ziemi wyrastali mocni ładowacze. Sprzedawca w końcu, w sposób niezrozumiały wytłumaczył, że producentem jest WNP. Ale czy to Uzbekistan, Kazachstan? Może nawet Ukraina.

Bronić honoru Unii Europejskiej, która właśnie zawiniła (Europejczycy próbowali sprzedać Rosji warzywa i owoce z olbrzymią zawartością pestycydów) wypadło belgijskim pomidorom na gałęzi gatunku Bancz" i holenderskim jabłkom "Red dieliszes". Jabłka i pomidory specjalnie wybieraliśmy największe ciemno-czerwonego koloru. Właśnie takie owoce – olbrzymie i nienaturalnego koloru, zdaniem ekspertów gromadzą największa ilość azotanów. Okazane certyfikaty zaprzeczały temu. Raczej, zapewniały, że belgijskie pomidory i holenderskie jabłka odpowiadają rosyjskim standardom jakości. Następnie uwagę zwróciliśmy na młode ziemniaki z Egiptu.
Wszystkie te produkty rolne oddaliśmy na ekspertyzę, którą dla nas dokonano Moskiewskim Miejskim Laboratorium Weterynaryjnym.

Rosyjskie ogórki okazały się rekordzistami pod względem zawartości azotanów. Przy dopuszczalnej normie do 400 miligramów azotanów na jeden kilogram, zawierały one 528 mg. Dawka, praktycznie gwarantująca zatrucie. Kapusta "z WNP" też okazała się niebezpieczna - 949 mg (norma - do 900 mg). Nie najgorszej wypadła analiza egipskich ziemniaków - 141 mg przy dopuszczalnych 250 mg.

Nieźle wypadły belgijskie pomidory - w przedstawionym na ekspertyzę kilogramie było sześciokrotnie mniej azotanów niż dopuszczają rosyjskie przepisy sanitarne. Holenderskie jabłka zawierały wynik 77 mg azotanów, lecz czym to grozi konsumentowi niezrozumiale: w rubryce "norma" nic nie było napisano.

Rezultaty dziennikarskiej ekspertyzy można opisać znanym przysłowiem "belki w swoim oku nie widzicie, a źdźbło w oku bliźniego swego zauważacie".

Źródło:

Podobał się artykuł? Podziel się!