"Moskowskij Komsomolec" napisał we wtorek o politycznym podłożu obowiązującego od 1,5 roku rosyjskiego embarga na import żywności z Polski.

Ten wielkonakładowy dziennik zwraca uwagę, że "kryzys mięsny między naszymi krajami wybuchł w czasie, gdy w Polsce wybrano nowego prezydenta - Lecha Kaczyńskiego, a na stanowisko premiera powołano jego brata bliźniaka".

"Polityków tych Moskwa wyraźnie nie lubiła już w czasie kampanii wyborczej" - pisze "Moskowskij Komsomolec", dodając, że wielu jego rozmówców jest przekonanych, iż spór o mięso ma podłoże polityczne, a nie ekonomiczne.

Zdaniem gazety, "rosyjscy specjaliści (weterynaryjni) w dużej mierze wysuwali sztuczne żądania". "A od pewnego czasu nie wysuwają żadnych. W okresie trwania konfliktu polskie zakłady mięsne były kontrolowane przez naszych ekspertów po trzy-cztery razy. Werdykt był jeden, jak spod kalki: "Nadal jesteśmy niezadowoleni!". Z czego konkretnie? Co jeszcze należy zrobić? - na te pytania nikt nie odpowiadał" - relacjonuje "Moskowskij Komsomolec".

Powołując się na polskie źródła, dziennik podaje, że strona rosyjska postulowała, aby Polska przepuszczała transporty z mięsem przez konkretne urzędy celne i wszystkie skrupulatnie kontrolowała. "Nasi rodzimi negocjatorzy proponowali również Polakom, aby wzięli pod stałą kontrolę całość mięsa, które tranzytem z krajów trzecich idzie przez Polskę" - dodaje "Moskowskij Komsomolec".

"Ilu ludzi musiałaby liczyć służba celna Rzeczypospolitej, aby mogła spełnić te żądania?" - pyta dziennik i odpowiada: "Na pewno nie byłoby komu pracować w polu i na farmie".

Odnotowując z kolei niedawną "jednostronną inicjatywę" Rosji, która "w geście dobrej woli" zniosła embargo na import żywca wołowego z Polski, "Moskowskij Komsomolec" konstatuje, że "historia ta świadczy o tym, że rosyjska propaganda pod względem metod pracy niewiele się różni od radzieckiej".

"Wszak żywiec wołowy nie był objęty embargiem. Przez całe te 1,5 roku polskie krowy, a w jeszcze większym stopniu świnie, jechały do Rosji i proces ten nie był wstrzymywany nawet na jeden dzień" - pisze gazeta.

"Moskowskij Komsomolec" przytacza wypowiedź rzecznika rosyjskiej Federalnej Służby Nadzoru Weterynaryjnego i Fitosanitarnego (Rossielchoznadzor) Aleksieja Aleksiejenki, który odpiera zarzuty dziennika. "Jesteśmy przekonani, że w biznesie tym działa międzynarodowa grupa oszustów. Chcemy się z tym uporać" - mówi.

Zdaniem rzecznika Rossielchoznadzoru, konflikt przeciąga się z winy strony polskiej. "Wszystkie sprawy scedowała na Unię Europejską, a tam za bardzo nie spieszą się z rozwiązywaniem problemów" - oświadczył Aleksiejenko.

Rosja wprowadziła embargo na import mięsa z Polski w listopadzie 2005 roku, zarzucając stronie polskiej fałszowanie certyfikatów weterynaryjnych i fitosanitarnych. Polska, która usunęła uchybienia, od listopada 2006 roku blokuje rozpoczęcie negocjacji między Unią Europejską a Rosją w sprawie nowego traktatu o partnerstwie i współpracy.

Na majowym szczycie UE-Rosja pod Samarą, nad Wołgą, Unia Europejska stanęła po stronie Polski, otwarcie przeciwstawiając się Kremlowi. 

Źródło: PAP

Podobał się artykuł? Podziel się!