Premier Rosji Dmitrij Miedwiediew ogłosił w czwartek, że jego kraj wprowadza zakaz importu owoców, warzyw, mięsa, drobiu, ryb, mleka i nabiału z UE, Stanów Zjednoczonych, Australii, Kanady i Norwegii. W ten sposób Rosja odpowiedziała na sankcje zastosowane wobec niej przez Zachód w związku z rolą Moskwy w konflikcie na Ukrainie. Rosyjski zakaz wszedł w życie w czwartek i ma obowiązywać przez rok.

Z szacunków Komisji Europejskiej wynika, że eksport owoców z Polski do Rosji w ub. roku miał wartość 340 mln euro. Polskie sadownictwo jest najbardziej poszkodowanym sektorem rolno-spożywczym ze wszystkich krajów UE w efekcie ogłoszonych w czwartek rosyjskich sankcji. Drugim po owocach polskim sektorem najbardziej dotkniętym sankcjami są - z racji rozmiarów dotychczasowego eksportu - warzywa. Według danych KE w ubiegłym roku eksport warzyw z Polski do Rosji wyniósł 174,7 mln euro (w tym pomidory 42,5 mln oraz różne rodzaje warzyw kapustnych - 23,5 mln).

"Rocznie do Rosji eksportowaliśmy kilkanaście tysięcy ton głównie jabłek i różnych warzyw, takich jak kapusta, pomidory, na kwotę ok. 20-30 mln zł. Na razie obserwujemy to, co się dzieje. W zależności od tego, jak się sytuacja będzie rozwijać, będziemy podejmować działania" - powiedział w piątek PAP prezes firmy eksportowej Silvi-Cola Artur Stasiak. Zaznaczył, że jest jednak za wcześnie, by informować o szczegółach. "Embargo zostało nałożone kilka dni temu - te wszystkie informacje są bardzo świeże. Czekamy na rozwój sytuacji" - powiedział.

Adam Trzetrzewski z Green Factory - firmy, która zajmuje się produkcją oraz całoroczną sprzedażą świeżych warzyw powiedział, że przedsiębiorstwo planowało rozszerzyć eksport do Rosji.

"Na kierunek rosyjski tygodniowo wysyłaliśmy do kilkunastu samochodów z różnego rodzaju towarami. Głównie była to sałata lodowa, seler naciowy, brokuł. Dawało to nam około 100 tys. euro tygodniowo. Planowaliśmy rozszerzyć działalność o owoce, głównie jabłka i śliwki. Niestety, w takiej sytuacji pewnie nic z tego nie wyjdzie" - powiedział Trzetrzewski.

Powiedział, że firma szuka nowego rynku, ale oczywiście są pewne ograniczania. "Za daleko nie możemy naszego towaru wysyłać. Jabłko jeszcze można przechowywać w dobrej atmosferze dłużej, ale w wypadku brokułów, sałaty lodowej czy selera naciowego nie jest to już możliwe. Wszystkie kierunki, gdzie transport trwa więcej niż 4-5 dni, są wykluczone ze względu na jakość produktu" - powiedział Trzetrzewski.