"Wygląda na to, że nie będziemy już musieli dowodzić eurourzędnikom, że embargo na import polskiego mięsa wprowadziliśmy nie z powodu polityki, lecz z powodu jego obrzydliwej jakości" - pisze rosyjski dziennik, należący do koncernu gazowego Gazprom.

"Izwiestija" przypominają, że "wcześniej Bruksela rozpaczliwie zapewniała, że ta produkcja jest bez mała wzorcem jakości". "Teraz eurourzędnikom powinno być wstyd" - konstatuje gazeta.

"Gwoli sprawiedliwości odnotujmy, że niektórzy producenci otrzymali bardzo dobre oceny. Tę produkcję moglibyśmy importować. Ale nie możemy. Wszak razem z nią Rosja musiałaby otworzyć drogę dla wszystkich polskich eksporterów. Żąda tego Unia Europejska" - konstatują "Izwiestija".

Dziennik wskazuje, że niektórzy polscy producenci "wysyłają do Rosji różnego rodzaju paskudztwo, jak na przykład wątróbkę wołową dla kotów i psów". "Ponadto Polska regularnie eksportuje do Rosji towar z przemytu. Najbardziej znany przypadek - to zatrzymanie na granicy mięsa bawolego z Indii, które Polacy oferowali jako wołowinę" - dodają "Izwiestija".

Zdaniem moskiewskiej gazety, Unia Europejska powinna być wdzięczna Rosji. "Wszak to dzięki Rosji do konsumentów w UE nie trafiła niebezpieczna produkcja. Jeśli Moskwa nie byłaby wytrwała, Niemcy, Francuzi i Włosi jedliby dzisiaj steki z indyjskiego mięsa bawolego, nadającego się tylko na karmę. Albo zachwycaliby się smakiem wątróbkowego pasztetu dla zwierząt domowych" - zauważają "Izwiestija".

Dziennik wyraża też zdumienie, że "teraz, gdy eksperci Unii Europejskiej wprowadzili sankcje przeciwko polskim producentom, niektórzy urzędnicy w Brukseli upierają się przy swoim". Gazeta nie precyzuje, jakie sankcje ma na myśli.

"Wczoraj oficjalny przedstawiciel Komisji Europejskiej Philip Tod oświadczył, że polska produkcja mięsna spełnia wszystkie europejskie standardy i po raz kolejny wezwał Rosję do... zniesienia embarga!" - wyjaśniają "Izwiestija".

Dziennik nie wspomina, że Tod zwrócił uwagę, że eksperci Komisji Europejskiej wizytowali polskie zakłady we wrześniu 2006 roku i zaznaczył, że żadne z pięciu przedsiębiorstw, w których stwierdzono najpoważniejsze naruszenia, nie eksportowało swojej produkcji ani do innych krajów UE, ani do państw trzecich.

Ustosunkowując się do publikacji prasowych na temat raportu KE, zastępca Głównego Lekarza Weterynarii Krzysztof Jażdżewski powiedział w środę PAP, że opisane w nich niezadowalające wyniki kontroli nie dotyczyły zakładów, które miały pozwolenie na handel z Rosją.

Jażdżewski przypomniał, że opisana kontrola została przeprowadzona we wrześniu 2006 roku. Jednak - jak zaznaczył - analizując kolejne kontrole przeprowadzone przez Komisję Europejską można jednoznacznie stwierdzić, że z roku na rok poprawia się standard polskich zakładów.

Źródło: PAP

Podobał się artykuł? Podziel się!