Protestujący z Kubania sprzeciwiają się braku reakcji władz na działalność mafii rolnych, które wykupują zboża za bezcen oraz zmuszają rolników do sprzedaży swoich gruntów. Mafie tworzą w ten sposób wielotysięczne gospodarstwa rolne. Protestujący liczą, że w Moskwie uda im się porozmawiać z prezydentem Władimirem Putinem i co najważniejsze, doczekają się zmian.

Rolnicy z Kubania, które nazywane jest spichlerzem Rosji, do Moskwy wyruszyli 10 dni temu. Nie jest to łatwa podróż, bo rolnicy co rusz są zatrzymywani, kontrolowani i zmuszani do powrotu. Jak donosi agencja Reuters, już w trakcie pierwszych godzin rolnicy byli siedmiokrotnie sprawdzani przez policję. Choć akcję zgłosili wcześniej i w świetle prawa jest ona legalna, to rosyjscy stróże prawa co rusz znajdują pretekst do kontroli. Zazwyczaj karzą ich mandatami oraz zabierają im dokumenty, a to z kolei uniemożliwia ich dalszą podróż - relacjonuje Reuters.

Do akcji farmerów z Kubania włączają się także rolnicy z innych regionów Rosji. Protestującym do celu pozostało jeszcze 1200 kilometrów. Jeśli protesty przybiorą na sile, to mogą one wpłynąć na ceny zbóż na świecie. Tegoroczne żniwa są w Rosji bardzo urodzajne. Szacuje się, że w tym roku zostanie zebranych 110 mln ton zbóż z czego 67,5 mln ton będzie stanowiła pszenica. Jej eksport wyniesie około 30 mln ton.  Dla porównania w całej Unii Europejskiej zbiory pszenicy wyniosą około 147,5 mln t.

 

 

Podobał się artykuł? Podziel się!