PARTNERZY PORTALU
  • partner portalu farmer.pl
  • partner portalu farmer.pl
  • partner portalu farmer.pl

Rosja

Autor: Opracowanie: Anna Bernat, Alicja Daszkiewicz, Dorota Dzierżanowska

Dodano: 04-12-2006 15:28

Tagi:

Nagłe zamknięcie rosyjskiego rynku dla polskich produktów rolnych skłania do poważniejszego zastanowienia się nad związkami pomiędzy eksportem do Rosji a rozwojem naszego rolnictwa. Jaka jest skala tego eksportu, czy faktycznie zamknięcie rynku rosyjskiego dla naszej żywności jest tak bardzo dotkliwe?



O znaczeniu handlu z Rosją dla polskich rolników rozmawiali:
Lech Różański,
wiceminister rolnictwa
Wiesław Łopaciuk, Instytut Ekonomiki Rolnictwa I Gospodarki Żywnościowej
Stanisław Zięba, przewodniczący Rady Gospodarki Żywnościowej przy MRIRW
Iwona Wiśniewska, Ośrodek Studiów Wschodnich
Janusz Byliński, prezes warszawskiego rolno-spożywczego rynku hurtowego SA. „Bronisze”

Nagłe zamknięcie rosyjskiego rynku dla polskich produktów rolnych skłania do poważniejszego zastanowienia się nad związkami pomiędzy eksportem do  Rosji a  rozwojem naszego rolnictwa. Jaka jest skala tego eksportu, czy faktycznie zamknięcie rynku rosyjskiego dla naszej żywności jest tak bardzo dotkliwe?


Lech Różański: Eksport do Rosji stanowi około 8,5 proc. całego naszego eksportu artykułów rolno-spożywczych. Zmniejsza się w nim udział produktów pochodzenia zwierzęcego, a więc mięsa i przetworów mięsnych. Natomiast wzrasta udział produktów pochodzenia roślinnego. Największą dynamikę wykazują rośliny ozdobne, np. kwiaty cięte. Stanowią one znaczną pozycję w eksporcie roślinnym, którego wartość wynosi ok. 17 milionów dolarów, jeśli przywołamy dane z eksportu do Rosji z pierwszych dziewięciu miesięcy roku 2005.

Panie Ministrze, przecież Holandia też jest obecna na rynku rosyjskim. Czyżby Polska mogła konkurować w eksporcie kwiatów z Holandią?!


Lech Różański: Holendrzy w rozmaity sposób prowadzą swój handel z Rosją. Niekiedy za pośrednictwem Polski. Problemy, jakie mieliśmy z kwestionowaniem wybranych partii towarów, wynikały między innymi z tego, że zarzucano niektórym eksporterom, iż wysyłają do Rosji pod polską marką kwiaty z Holandii czy np. podroby wieprzowe z Argentyny. Oczywiście Holandia jest potentatem w handlu żywymi kwiatami, ale pamiętajmy, że to my jesteśmy blisko Rosji, bliżej niż Holandia, i ten krótszy dystans ma znaczenie przy transporcie delikatnych kwiatów. Natomiast jeśli chodzi o świeże owoce i warzywa, to mamy na rynku rosyjskim bardzo mocną pozycję. Wartość tego eksportu w ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy roku 2005 wyniosła: jeśli chodzi o świeże owoce – 90 mln dol., a warzywa – 39 mln dolarów. Najwięcej eksportujemy do Rosji jabłek; stanowią one 65 proc. całego polskiego eksportu tych owoców.

Redakcja Panie Ministrze, eksport mięsa do Rosji to zaledwie 3,5 proc. całej naszej sprzedaży za granicę. Czy jest zatem o co kruszyć kopie?


Lech Różański: Każdy rynek jest ważny. Niewątpliwie wartość eksportu mięsa do Rosji  maleje od 2003 roku i nadal wykazuje tendencję spadkową. W ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy 2005 r. Polska wyeksportowała do Rosji produkty pochodzenia zwierzęcego za mniej więcej 30 mln dol., a wartość całego naszego eksportu mięsa znacznie przekracza 800 mln dol. Zakazem eksportu zostały objęte niemal wszystkie produkty pochodzenia zwierzęcego i większość produktów z grupy towarów pochodzenia roślinnego. I ten fakt ma swoją wymowę. Już wiadomo, że polscy rolnicy stracą na tym duże kwoty. Szacujemy je na 27–28 mln dol. miesięcznie. Jest się więc o co bić. Rosja to potężny rynek, chłonny i z wielkimi możliwościami produkcyjnymi w nieodległej już przyszłości.


Wiesław Łopaciuk: Rosja importuje 50 proc. żywności, jest więc z jednej strony rynkiem silnie uzależnionym od obcych, bardzo wrażliwym na sprawy makroekonomiczne – typu kursy wymiany walut czy załamania gospodarcze w jakimś innym rejonie świata. Z drugiej strony – uprawia politykę protekcjonizmu, chronienia własnego rynku rolno--spożywczego. Konsekwentnie wprowadza coraz to nowe ograniczenia w imporcie, np. kontyngenty ilościowe.

Redakcja Dłuższa nieobecność na tym rynku byłaby zatem dotkliwa. Rynek nie znosi próżni. Firmy innych krajów mogą szybko zająć miejsce naszych zakładów.


Lech Różański: O tym, że jest to bardzo atrakcyjny rynek, świadczą coraz liczniej,sze konwoje z różnych państw, przewożące zwłaszcza mięso przez granicę polsko-litewską. I są to transporty do Rosji z Niemiec, Belgii i Francji. To jest niepokojące, świadczy bowiem o tym, że trwa walka o ten rynek. Unia Europejska w takich sprawach nie mówi jednym głosem i każde z państw ubiega się o jak najlepszą pozycję dla siebie.


Jakie działania podjęło Ministerstwo Rolnictwa, aby przywrócić normalne relacje handlowe między Polską a Rosją?


Lech Różański:Te działania trwają już od dłuższego czasu. Może nie są one spektakularne, ale konsekwentne. Po pierwsze – w ogóle nie będziemy komentować tych spraw w kontekście politycznym. Po wtóre – chcemy indywidualnie wyjaśniać każdy przypadek nieprawidłowości i przedstawiać go stronie rosyjskiej w sposób wyczerpujący. Po trzecie – już poprawione zostały procedury, które miałyby ustrzec polskich eksporterów przed działaniem osób fałszujących świadectwa fitosanitarne bądź weterynaryjne. Chcielibyśmy się przed tym zabezpieczyć, prowadząc wspólną  kontrolę przez służby graniczne i celne. Chcemy, żeby na granicy lekarze weterynarii  razem z pracownikami służb celnych kontrolowali nie tylko dokumentacje, jak to było dotychczas, ale i zawartość przesyłek. Zamierzamy też – i to jest zgodne z życzeniami strony rosyjskiej – ograniczyć liczbę punktów, przez które transporty towarów mogłyby przekraczać granicę. Jest jednak kilka warunków stawianych przez stronę rosyjską, które nam nie odpowiadają. Nie chcemy, aby – poza oficjalnym rezydentem, który ma pełnomocnictwa rosyjskich służb weterynaryjnych, bo do kontroli fitosanitarnych takiego rezydenta w Polsce nie ma – w tych kontrolach uczestniczyli dodatkowo inni inspektorzy, którzy takich uprawnień nie mają.

Nasi producenci rolni starają się specjalizować w określonych dziedzinach produkcji rolnej, również pod kątem zamówień na rynek rosyjski. I pytają wprost, czy mogą budować przyszłość na eksporcie do Rosji?


Lech Różański: Niefortunne byłoby zawierzanie jednemu kierunkowi eksportu. Bo sytuacja polityczna może spowodować, że dojdzie w gospodarce do krytycznej sytuacji. Jednak ze względu na fakt, że tak blisko sąsiadujemy z Rosją, Polska powinna być liczącym się krajem w zaopatrywaniu tamtego rynku. Zwłaszcza w te towary, które w Rosji są deficytowe.

Redakcja Obecnie są deficytowe, ale czy nadal będą? Rosja ma przecież też swoje strategie rozwoju, priorytety inwestycyjne w przemyśle rolno-spożywczym.

Lech Różański: Rosjanie starają się zbudować u siebie przemysł spożywczy na poziomie podobnym do Polski. Dlatego teraz zachęcają polskich producentów – tak było przed listopadem – aby swą produkcję kierowali do Rosji. Rosjanie doceniają to, że Polacy znakomicie sobie poradzili z dostosowaniem  technologicznym wytwórni przemysłu spożywczego do standardów Unii Europejskiej. Chcą skorzystać z naszych doświadczeń. I można się spodziewać, że w perspektywie kilku lat ich przemysł spożywczy będzie mógł konkurować zarówno z naszym przemysłem, jak i innych krajów UE.

Stanisław Zięba:W stosunkach polsko-rosyjskich wciąż jeszcze jest przed nami kwestia uregulowania bazy traktatowej. Pomimo wieloletnich prac nie ma traktatu o unikaniu podwójnego opodatkowania. A dlatego nie ma traktatu, bo nie istnieje umowa o ochronie inwestycji. Ci, którzy zaangażowali się w inwestycje w Rosji, ryzykowali i nadal sporo ryzykują. Jest  jeszcze kwestia infrastruktury bankowej. Nie mamy sprawnej obsługi bankowej i ubezpieczeniowej  transakcji handlowych po obu stronach granicy, a przedsiębiorcy są zainteresowani nie tylko handlową, ale także inwestycyjną współpracą. Wreszcie, co rolników pewnie nie interesuje, ale jest ważne dla biznesu i administracji, to bardzo drogie ubezpieczenia kredytów eksportowych. Bo Korporacja Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych (KUKE) działa jak za dawnych czasów gospodarki kierowanej centralnie. Jest międzyrządowa Polsko-Rosyjska Komisja do Spraw Współpracy Gospodarczej i jest grupa do opracowania spraw handlu. Jest też Polsko-Rosyjska Rada Biznesu, która odbywa spotkania raz w roku, na przemian w Polsce i w Rosji. Rosjanie przyznają, że też dużo tracą z powodu wstrzymania importu z Polski. Z tym się wiąże nadzieja na powrót na tamten rynek. Chciałbym jednak dodać, że w ciągu najbliższych 7–10 lat w Rosji będzie deficyt żywności. To prawda, że w ostatnich latach Rosja zainwestowała w przetwórstwo żywnościowe, ale brakuje jej surowców rolniczych, głównie pochodzenia zwierzęcego. Potrzebują półtusz wieprzowych, a także częściowo wołowych – 1,5 miliona ton rocznie. My eksportujemy 27 tys. ton, i to jest ta skala. Ale Rosjan interesują półtusze produkowane nie w „garażu”, ale w dużym czy przynajmniej średnim zakładzie ubojowym, działającym w oparciu o zgodę rosyjskich lekarzy weterynaryjnych. Takich zakładów, które mają uprawnienia na rynek rosyjski, jest obecnie dziewiętnaście. Walczmy, żeby więcej ubojni dostało certyfikaty.

Nasze firmy rolno-spożywcze są dosyć małe. One sobie same nie poradzą na tamtym ogromnym rynku. Czy nie powinny się porozumieć z wielkimi koncernami unijnymi, a może stowarzyszyć się tu w kraju?

Wiesław Łopaciuk Handluje się na tym rynku ciężko i ryzyko handlowe jest duże. Istnieje niepewność polityczna i gospodarcza. Na początku trzeba załatwić sprawę zakazu eksportu, następnie doprowadzić do porozumienia między bankami polskimi i rosyjskimi w celu ułatwienia transakcji.

Lech Różański: Trzeba przywrócić normalność w relacjach polsko-rosyjskich. Pierwszy krok został zrobiony. Staramy się podchodzić ze zrozumieniem do obaw strony rosyjskiej. Nie chcemy, aby podobne sytuacje się powtarzały. Rosjanie są niesłychanie wrażliwi, jeśli chodzi o kontrolę produktów rolno-spożywczych sprowadzanych do Federacji. To nie dotyczy wyłącznie Polski. Niedawno został wprowadzony zakaz importu łososia norweskiego do Rosji. Eksporterzy z Brazylii borykają się z podobnymi problemami.

Czy rzeczywiście te certyfikaty stanowią dla Polaków tak skomplikowaną kwestię. Są dwa laboratoria, które wykonują wszystkie badania. Na czym więc polega problem?

Iwona Wiśniewska: Faktem jest, że Rosjanie zdecydowanie dążyli do wprowadzenia ujednoliconych certyfikatów, które miały naprawić sytuację i nie dopuścić do kłopotów, jakie poprzednio występowały w wymianie handlowej z innymi krajami. Wszystkie państwa Unii miały problemy, tyle że ze starymi  certyfikatami. Natomiast Polska już skonfrontowała się z nowymi świadectwami.

Mówiliśmy już, że jednym z bardziej perspektywicznych rynków jest rynek kwiaciarski i owocowo-warzywny. Jakie konkretnie produkty z tego sektora  najbardziej interesują Rosjan?

Janusz Byliński:25 proc. eksportu stanowiły jabłka. Ale mamy  w Rosji, zwłaszcza jeśli chodzi o jabłka, potężną konkurencję z Chile, Nowej Zelandii i Argentyny. Obecnie również wysoko cenione są polskie pomidory. Także na rynkach Europy Zachodniej – nasze pomidory są bowiem eksportowane do Francji, Hiszpanii. Niektórzy uważają, że zaczynamy wozić drzewo do lasu... ale jak na razie z powodzeniem. Na Rynku Hurtowym Bronisze – dodam, że rocznie przechodzi przez Rynek około miliona ton świeżych owoców i warzyw – podjęliśmy działania, które umożliwiają otrzymywanie odpowiednich świadectw wydawanych przez stale obecną u nas służbę fitosanitarną i Inspekcję Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych. Ta praktyka się sprawdziła. Żadne z  zakwestionowanych świadectw nie dotyczyło dokumentów, które zostały wydane przez służby mające siedzibę na terenie Bronisz. Próbujemy nakłonić rosyjskie służby fitosanitarne, teraz połączone z weterynaryjnymi, aby przysłano na teren konkretnego punktu ich pracownika z uprawnieniami granicznymi. Mógłby on na bieżąco, wspólnie z polskimi służbami, oceniać wysyłany towar. Byłaby to odprawa wewnątrz kraju: samochód byłby zamykany od razu na rynku. Bezpośrednio po sprawdzeniu towaru wystawiane byłyby dokumenty celne, a samochód byłby od razu plombowany. To jest jedna z  naszych propozycji. Nawet  w przeddzień zakazu otrzymaliśmy zgodę  strony rosyjskiej na tę procedurę. Taką praktykę stosuje się na giełdach holenderskich, szczególnie przy eksporcie kwiatów.

Bronisze cieszą się akurat zaufaniem. W waszym przypadku to duży handel, duży obrót, odpowiednia kontrola jakości. Może właśnie rozwiązaniem problemu byłoby skomasowanie eksportu, wtedy procedury kontrolne przebiegałyby sprawniej.

Stanisław Zięba: O ile w produkcji roślinnej mamy do czynienia ze sprzedażą surowca jako produktu gotowego, to jeśli chodzi o produkty pochodzenia zwierzęcego mamy, mniej czy bardziej, przetworzony surowiec. I dlatego tutaj z trudem zawiązują się grupy producenckie i wciąż jest niedostateczna integracja między rolnikami a przetwórcami żywności. Jakie jest rozwiązanie? Wieloletnie umowy kontraktacyjne. Rzecz polega na tym, żeby rolników wciągnąć w ten eksport. Kooperacja z dużymi i średnimi ubojniami z uprawnieniami do eksportu może zapewnić satysfakcjonujący udział m.in. w handlu z Rosją.

Jak to się stało, że niektóre zakłady, które mają certyfikaty i pozwolenia na handel z Unią czy ze Stanami Zjednoczonymi, nie dostają certyfikatów na handel z Rosją?

Janusz Byliński: Ja nie winię tylko strony rosyjskiej, bo dociera do nas zbyt dużo informacji, że były też nieprawidłowe działania strony polskiej. Uważam, że przedstawiciel kontroli ze strony rosyjskiej powinien mieć siedzibę w miejscu niezwiązanym  bezpośrednio z eksportem do Rosji. Sądzę też, że rynki hurtowe jako podmioty, które tworzą infrastrukturę dla setek producentów i dystrybutorów, a same nie prowadzą handlu, są doskonałym miejscem na siedzibę dla służb kontrolnych.

Stanisław Zięba: Na przykład w Niemczech jest grupa lekarzy weterynarii afiliowanych przy ministerstwie odpowiedzialnym za rynek rolny, w Danii – przy silnym związku branżowym... I tak powinno być u nas.

Janusz Byliński: Zakwestionowanie jedenastu dokumentów w stosunku do całej liczby wydanych świadectw nie upoważniało do tak radykalnego ruchu ze strony rosyjskiej. Rosjanie są bardzo skrupulatni, a to wpływa na polską „autocenzurę”. Na przykład w grudniu 2004 roku służby fitosanitarne w główce sałaty znalazły jedną martwą mszycę. I ta jedna mszyca spowodowała, że eksporter nie otrzymał świadectwa. Później, gdy dokonano komisyjnej kontroli, nie można było w całym samochodzie znaleźć „obiektu”. Jeśli jednak Rosjanie postawili konkretne zarzuty, że kontrole były mało skuteczne, to warunkiem zniesienia zakazu jest uszczelnienie takiego systemu. Służby, które za to odpowiadają, muszą przekonać inspektorów rosyjskich, że system kontroli jest szczelny i że do minimum ograniczono możliwość podrabiania dokumentów, a ci, którzy dopuszczą się tego przestępstwa, będą ukarani.

Redakcja Jak będzie wyglądać scenariusz stosunków polsko-rosyjskich w ciągu najbliższych miesięcy? Jak widzą to Rosjanie?

Iwona Wiśniewska: Sprawdziłam, jaki jest efekt wprowadzenia  w listopadzie zakazu sprowadzania produktów rolnych z Polski. Tak naprawdę nasze produkty są jeszcze w zapasach i  można je kupić. Mam na myśli wędliny, bo jabłka nie mają metki, więc trudno dociekać, czy są polskie, czy nie. To, że konsumenci tracą na zakazie, nie jest żadnym argumentem dla władz rosyjskich. Wiemy, że wielokrotnie podobne zakazy były kłopotliwe dla konsumentów rosyjskich, np. w sprawie importu tzw. ,,nóżek Busha” (podudzi kurzych). Zakaz był wieloletni, niezwykle doskwierający rynkowi rosyjskiemu. Negocjacje trwały ponad półtora roku, zakaz częściowo cofnięto, później znowu się pojawił. Konsumenci w Rosji nie są siłą lobbującą. Po prostu zrezygnują z tego artykułu albo zastąpią go innym. Jeśli zaś chodzi o scenariusz wydarzeń, jestem optymistką. Myślę, że głos Komisji Europejskiej, wspierający nas, pokazujący, że Polska jest częścią Unii Europejskiej, to dość istotny argument, którego władze rosyjskie nie mogą zbagatelizować. Jeśli strona polska przedstawi konkretne rozwiązania, że takie sytuacje nie będą się powtarzały, to strona rosyjska nie będzie miała argumentów, aby utrzymywać ten zakaz.

Janusz Byliński:Pomimo że we wszystkich krajach UE obowiązują jednolite przepisy, to służby fitosanitarne i weterynaryjne Rosji każdy kraj traktują indywidualnie, bo umowy są bilateralne. Warto podkreślić, że na rynku rosyjskim liczy się jakość. Rosja płaci dolarami, płaci euro i za to chce mieć porządny towar. Należy go przygotowywać jednakowo dobrze, bez względu na to, czy jest przeznaczony na rynek krajowy, czy też na eksport, na rynek zachodni czy rynek wschodni. Wszystkich odbiorców należy traktować jednakowo.

Z tej debaty wynika, że eksport artykułów rolno-spożywczych do Rosji nie należy do najważniejszych kierunków naszego handlu zagranicznego. Jest on wypadkową polityki ostatnich kilkunastu lat. Szkoda, bo Rosja jest olbrzymim, atrakcyjnym rynkiem, który jeszcze przez długie lata będzie notował deficyt w handlu artykułami rolno-spożywczymi. Z uwagi na bliskie sąsiedztwo i mniejsze koszty transportuwymiana handlowa między Polską i Rosją może mieć dodatkowe korzyści dla obu krajów. Ale – co podkreślali wszyscy uczestnicy debaty – nie może być tak, że do Rosji wysyłamy gorszy towar, a gdzie indziej – lepszy. Rosja oczekuje bezpiecznej i wysokiej jakości żywności. Dlatego warto walczyć o ten rynek, a pierwszym krokiem powinno być porozumienie między obydwoma krajami, które doprowadzi do zniesienia zakazu eksportu polskiej żywności.

Handel z Rosja - kalendarium wydarzeń

Rok 2004
1 czerwca Rosja wstrzymuje import mięsa  i produktów mleczarskich z krajów Unii Europejskiej, w tym z Polski.
1 września 19 zakładów przetwarzających mięso otrzymuje prawo eksportu swoich wyrobów do Federacji Rosyjskiej. Jest to wynik zakończenia pierwszego etapu kontroli polskich zakładów mięsnych przez rosyjskie służby nadzoru weterynaryjnego i fitosanitarnego.
6 września W związku z napływającymi z przejść granicznych z Federacją Rosyjską informacjami o zatrzymywaniu transportów polskich produktów pochodzenia zwierzęcego, minister rolnictwa i rozwoju wsi Wojciech Olejniczak podejmuje działania w celu wyjaśnienia sytuacji. Szef resortu rolnictwa zwraca się z prośbą do firm, które nie mają aktualnych certyfikatów wydanych przez stronę rosyjską, o niewysyłanie swoich wyrobów na rynek rosyjski.

Rok 2005
Połowa września Pierwsze, nieoficjalne informacje o fałszowaniu świadectw eksportowych docierają do Głównego Lekarza Weterynarii.
19 września Główny Lekarz Weterynarii składa doniesienie do Prokuratury Krajowej. Jednocześnie wstępne wyjaśnienia w tej sprawie zostają przekazane jeszcze w tym samym dniu Ambasadzie Rosyjskiej w Polsce oraz Komisji Europejskiej.
4 listopada Po oficjalnym otrzymaniu kopii sfałszowanych świadectw Główny Inspektorat Weterynarii podejmuje natychmiastowe działania mające na celu wyeliminowanie w przyszłości podobnych zdarzeń oraz przesyła do ministra Siergieja A. Dankwerta pismo na ten temat.
9 listopada Ministerstwo Rolnictwa Federacji Rosyjskiej informuje władze polskie o wprowadzeniu z dniem  10 listopada 2005 roku zakazu sprowadzania z Polski mięsa i niektórych wyrobów mięsnych. Zarzuty strony rosyjskiej dotyczą sfałszowania świadectw weterynaryjnych i niezgodności eksportu ze świadectwem.
14 listopada Zostaje wprowadzony zakaz eksportu do Rosji wszystkich produktów rolno-spożywczych pochodzenia roślinnego.
14–17 listopada Minister spraw zagranicznych Stefan Meller przebywa w Moskwie w celu zainicjowania polsko-rosyjskich rozmów w sprawie złagodzenia restrykcji.
15 listopada Zarządzeniem Prezesa Rady Ministrów zostaje powołany Zespół ds. Analizy Sytuacji w Eksporcie Produktów Pochodzenia Zwierzęcego, Roślin i Produktów Roślinnych do Federacji Rosyjskiej.
25 listopada Zastępca szefa Federalnej Służby Nadzoru Weterynaryjnego i Fitosanitarnego Federacji Rosyjskiej E. A. Niepokłonow przekazuje wykaz towarów pochodzenia roślinnego, na których wwóz wprowadzone są czasowe ograniczenia.
14 grudnia Rozmowy polskich i rosyjskich ekspertów w Moskwie na temat embarga
na eksport polskiej żywności do Rosji dotyczą przedstawienia procedur, które zapobiegną w przyszłości nieprawidłowościom w handlu.

Źródło: "Farmer" 01/2006

Podobał się artykuł? Podziel się!
×

WSZYSTKIE KOMENTARZE (0)

BRAK KOMENTARZY

PISZESZ DO NAS Z ADRESU IP: 54.198.86.28
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin serwisu

Drodzy Użytkownicy!

W związku z odwiedzaniem naszych serwisów internetowych przetwarzamy Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane nt. aktywności lub urządzeń użytkownika. Jeżeli dane te pozwalają zidentyfikować Twoją tożsamość, wówczas będą traktowane jako dane osobowe zgodnie z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady 2016/679 (RODO).

Administratora tych danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności pod tym linkiem.

Jeżeli korzystasz także z innych usług dostępnych za pośrednictwem naszych serwisów, przetwarzamy też Twoje dane osobowe podane przy zakładaniu konta, rejestracji na eventy, zamawianiu prenumeraty, newslettera, alertów oraz usług online (w tym Strefy Premium, raportów, rankingów lub licencji na przedruki).

Administratorów tych danych osobowych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz również w Polityce Prywatności pod tym linkiem. Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach oraz przez różnych administratorów danych.

Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą przez nas bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z naszą oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij nam swoje zastrzeżenia pod adres odo@ptwp.pl.

Zarząd PTWP-ONLINE Sp. z o.o.

Zgłoś swoje propozycje zmian!


Dziękujemy za współpracę!