Podczas wczorajszego spotkania z dziennikarzami ambasador Rosji w Polsce przekonywał, że polsko–rosyjskie stosunki są dobre.

Władimir Grinin – ambasador Rosji w Polsce: stworzyła się dobra atmosfera we wzajemnych stosunkach, przyjaciel rozumie przyjaciela i idziemy w dobrym kierunku.

A jakie fakty stoją za tymi dyplomatycznymi stwierdzeniami? Z danych resortu gospodarki wynika, że wymiana handlowa rzeczywiście rośnie. Jej dynamiczny rozwój został zahamowany w listopadzie 2005 roku po wprowadzeniu rosyjskiego embarga na polskie mięso oraz produkty roślinne.

W efekcie w 2007 roku artykuły rolno-spożywcze stanowiły niecałe 10 proc. wymiany. Jeszcze 10 lat temu było to ponad 40 proc. Mimo, że to trudny rynek przedsiębiorcy podkreślają, że warto o niego walczyć.

Andrzej Arendarski – Krajowa Izba Gospodarcza: Rosja jest krajem dużego ryzyka inwestycyjnego, ale z drugiej strony jest to olbrzymi rynek i olbrzymia możliwość ekspansji. Coś za coś.

Najlepiej wiedzą o tym firmy spożywcze oraz rolnicy. Zniesienie embarga do Rosji dla polskich sadowników było prawdziwym wybawieniem.

Mirosław Maliszewski – prezes Związku Sadowników RP: to jest nasz tradycyjny rynek. Najwięcej sprzedajemy jabłek deserowych na rynek rosyjski. Bardzo odczuwaliśmy embargo do tej pory. Cieszymy się, że embargo zostało zniesione.

Nie wszyscy mogą to samo powiedzieć o zakończeniu rosyjskiego embarga. Drobiarze teoretycznie też mogliby na tym korzystać. Ale nie mogą, mimo tego, że zakłady pozytywnie przeszły kontrole rosyjskich weterynarzy.

Leszek Kawski – Krajowa Rada Drobiarstwa: no, niestety nie handluje się w ogóle. Nie sprzedaliśmy ani kilograma mięsa drobiowego od czasu, kiedy firmy uzyskały zezwolenie na handel.

Z kolei firmy produkujące mięso czerwone mają bardzo ograniczone prawo sprzedaży na Wschód. Licencje eksportowe dostało tylko 4 przedsiębiorców. A oczekiwanie są dużo większe.

Źródło: Agrobiznes/Witold Katner