Polskie służby weterynaryjne zapowiadają, że w przypadku stwierdzenia nieprawidłowości konsekwencje będą surowe. Czy grozi nam ponowne wprowadzenie embarga na polskie mięso?

O wykrytych nieprawidłowościach w eksporcie, rosyjskie służby weterynaryjne poinformowały we wtorek po południu. Według doniesień, w transporcie pochodzącym od jednego z większych polskich producentów mięsa – znaleziono nie oznakowany ładunek.

Ewa Lech, Główny Lekarz Weterynarii: - świadectwo weterynaryjne było wystawione na wieprzowinę z jednego zakładu, a mała część tego transportu pochodziła z innego zakładu nie zatwierdzonego. My to wyjaśniamy i konsekwencje będą surowo wyciągnięte.

Przed zarzutami o fałszerstwo bronią się właściciele zakładu mięsnego, od którego rzekomo pochodziła feralna partia towaru.

Maciej Danyluk, zakłady mięsne "Biernacki": - my w tym roku nie wyeksportowaliśmy żadenej partii mięsa do obwodu kaliningradzkiego. Najprawdopodobniej któryś z naszych pośredników w jakiś sposób zaistniał w tej sprawie.

W tej sprawie jest jednak wiele niejasności. Nieoficjalnie mówi się także o transporcie wołowiny wwożonej na podstawie sfałszowanych dokumentów weterynaryjnych. Strona rosyjska w trakcie kontroli samochodu-chłodni, przewożącego 20 ton polskiej wołowiny, miała stwierdzić, że część transportu nie odpowiada załączonym dokumentom. Czy to może oznaczać początek ponownego konfliktu handlowego z Rosją?

Ewa Lech, Główny Lekarz Weterynarii: - takie rzeczy się zdarzają, nie tylko polskim eksporterom ale w całej Europie i na całym świecie. No, jest to jakieś przewinienie ale nie aż tak duże, żeby skutkowało restrykcjami w postaci zablokowania eksportu.

Tym bardziej, że dopiero co zakończyło się kilkunasto miesięczne embargo na nasze mięso. Dla 5 zakładów, które otrzymały prawo eksportu na rosyjski rynek, oznaczałoby utratę dopiero co nawiązanych z trudem kontraktów.

Źródło: Radosław Bełkot/Agrobiznes

Podobał się artykuł? Podziel się!