Ze strony rosyjskiej prowadził je szef Federalnej Służby Nadzoru Weterynaryjnego i Fitosanitarnego (Rossielchoznadzor) Siergiej Dankwert, a unijnej - wiceszefowa Dyrekcji Generalnej Komisji Europejskiej ds. zdrowia Paola Testori-Coggi.

Rzecznik Rossielchoznadzoru Aleksiej Aleksiejenko powiedział PAP, że negocjacje nie przyniosły spektakularnych rezultatów, gdyż nikt nie stawiał sobie takiego zadania.

"Są to rozmowy czysto techniczne. Toczą się w bardzo dobrym klimacie. Nie we wszystkich kwestiach dochodzimy do porozumienia, jednak dialog trwa i intensywnie poszukujemy realnych rozwiązań" - oświadczył Aleksiejenko.

Negocjacje dotyczą sporu o dopuszczalne stężenie pozostałości nawozów i środków ochrony roślin w eksportowanych do Rosji warzywach i owocach. Zarzut przekroczenia nieszkodliwego dla zdrowia ludzi poziomu tych substancji Rosja formułuje m.in. wobec produktów polskich, których eksport wstrzymała jesienią 2005 roku (podobnie jak produktów mięsnych).

Ponieważ zastrzeżenia powtarzały się także w odniesieniu do producentów z innych krajów Unii Europejskiej, KE chce rozwiązać problem całościowo i przekonać rosyjskie władze, że unijny system, bardzo rozbudowany i oparty na naukowych podstawach, zapewnia optymalny poziom ochrony konsumentów.

Komisja Europejska podkreśla przy tym, że uważa rosyjski zakaz importu polskich produktów za bezzasadny, nie stwierdziła bowiem żadnych uchybień w polskich kontrolach fitosanitarnych ani niepokojącego poziomu pestycydów.

Rzecznik Federalnej Służby Nadzoru Weterynaryjnego i Fitosanitarnego zaznaczył, że negocjacje "w żadnej mierze nie były poświęcone polskim produktom".

"Tematyka polska praktycznie w ogóle nie była poruszana. Rozmowy dotyczyły szerokiego kręgu zagadnień. Takie negocjacje odbywają się regularnie. Nierozwiązanych problemów jest wciąż wiele" - zauważył.

Poprzednia runda rosyjsko-unijnych rozmów odbyła się 4-5 października w Brukseli. Kolejną - jak poinformował Aleksiejenko - zaplanowano na listopad.

Indagowany o to, czy negocjacje między Rosją i Komisją Europejską przybliżyły zniesienie rosyjskiego embarga na import polskiej żywności, rzecznik Rossielchoznadzoru odparł: "Nie możemy zbliżać się do zniesienia embarga, bo od lutego nie otrzymaliśmy odpowiedzi z Polski na żadne z naszych oficjalnych pism. Wszystkie oficjalne listy pozostały bez odpowiedzi".

Aleksiejenko powiedział, że "strona rosyjska kieruje swoje pisma w tej sprawie również do Komisji Europejskiej, ta jednak odpowiada, że to Polska powinna decydować, kiedy można będzie przeprowadzić kontrolę w jej przedsiębiorstwach". "KE nie może wyznaczać konkretnych dat za Polskę" - dodał rzecznik.

"Nie można powiedzieć, że sprawa polskiej żywności znalazła się w ślepym zaułku. Jednakże na pewno nie ma żadnego postępu. Postępu nie widać od początku roku" - powiedział Aleksiejenko i dodał: "Szczerze mówiąc wydaje się, że postępu nie będzie do czasu, aż w Polsce odbędą się wybory i temat przestanie być wykorzystywany przez partie polityczne w ich interesach".

Zapytany przez PAP, czy Polska zgodzi się na kontrole w zakładach zainteresowanych eksportem żywności do Rosji, od czego Moskwa uzależnia zniesienie swojego embarga, przebywający w Moskwie wiceminister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski przypomniał, że w imieniu Polski negocjacje prowadzi Komisja Europejska.

"Rosjanie zakwestionowali nie tyle jakość polskiej żywności, ile europejski nadzór nad bezpieczeństwem żywności. Czyli jakby cały dorobek prawny Unii Europejskiej w sferze ostrego, rygorystycznego nadzoru nad żywnością. W szczególności pochodzenia zwierzęcego, bo tu jest o wiele trudniej przestrzegać norm. Ale również produkcji roślinnej, w tym zawartości pestycydów" - powiedział Ardanowski.

Wiceminister rolnictwa podkreślił, że "Polska nie ma powodów, by nie godzić się na dodatkowe inspekcje w swoich zakładach przetwórczych". "Jednak również to musi być oparte na racjonalnych przesłankach. Jeśli utrzymywane jest embargo, to nasuwa się pytanie: skoro nie chcecie tego mięsa, to po chcecie kontrolować polskie zakłady? Tym bardziej, że wiele z nich kontrolowały już wspólne grupy inspektorów z Rosji i KE" - oświadczył Ardanowski.

W opinii wiceministra "żądania kontroli w polskich zakładach to gra pozorów". "Ze strony rosyjskiej grają pewne polityczne uwarunkowania, a nie techniczne aspekty. Te ostatnie zawsze można poprawiać, bo przy dużym obrocie pojawiają się często - czy to z powodu ludzkiego błędu, niedociągnięcia, czy niekiedy zwykłej nieuczciwości - różnego rodzaju problemy. Trzeba je jednak likwidować wtedy, gdy się pojawiają. My tu raczej widzimy złą wolę" - powiedział Ardanowski.

Na początku września Rosja oznajmiła, że polski system kontroli jakości żywności nie gwarantuje bezpieczeństwa produktów pochodzenia roślinnego eksportowanych na rosyjski rynek.

Jako przykład podała, że między 1 stycznia a 10 sierpnia 2007 r. w kilkudziesięciu partiach jabłek, kapusty pekińskiej, białej kapusty, papryki, marchwi i pomidorów wyhodowanych w Polsce, a dostarczonych do Rosji przez terytorium Litwy, wykryto pestycydy, azotany i sole metali ciężkich w stężeniach przekraczających normy rosyjskie.

W listopadzie 2005 r. Rosja wprowadziła zakaz importu żywności z Polski, zarzucając stronie polskiej fałszowanie certyfikatów weterynaryjnych i fitosanitarnych. Warszawa usunęła uchybienia w tej dziedzinie, jednak Moskwa nie zniosła embarga. W odpowiedzi Polska w listopadzie 2006 roku zablokowała rozpoczęcie negocjacji między UE a Rosją w sprawie nowej umowy o partnerstwie i współpracy.

W marcu 2007 r. strona rosyjska ostrzegła, że może ograniczyć dostawy produktów pochodzenia roślinnego z Litwy, gdyż z tego kraju próbuje się wwozić ma terytorium Rosji skażone owoce i warzywa z Polski.

Źródło: PAP

Podobał się artykuł? Podziel się!