Gdyby zakaz importu polskiego mięsa przez Rosję i Ukrainę dotyczył pojedynczych przypadków, nie byłoby problemu. Jednak obejmuje on wszystkie polskie zakłady mięsne, co powoduje zablokowanie 10 proc. eksportu.

Poza tym na rynki te możemy lokować produkty, których nie sprzedamy gdzie indziej: tłuszcze, słonina, boczki, skórki. Na rynkach wschodnich powinniśmy być obecni także z tej racji, że są to nasi sąsiedzi, dzięki temu koszty transportu są niskie.

Wprowadzenie zakazu importu mięsa najpierw w Rosji, a potem na Ukrainie spowodowało, że cena żywca wieprzowego jest niska i waha się od 3 do 3,20 zł/kg. Jeśli nie nastąpi szybkie odblokowanie rynku rosyjskiego lub ukraińskiego, to sytuacja hodowców i przetwórców może być jeszcze trudniejsza. Mam również nadzieję, że nie dojdzie do blokady rynku białoruskiego, co wcale nie jest nieprawdopodobne.

Niepokojąca w tym kontekście może być zbliżająca się świńska górka. Według przewidywań specjalistów wystąpi ona już w drugiej połowie obecnego roku i w I kwartale 2007. Nadwyżka z tego tytułu szacowana jest na poziomie 10 proc. Jeśli do tego dodamy jeszcze zastój na rynku krajowym, który był przez cały ubiegły rok i pierwszy kwartał tego roku, to mamy już komplet zdarzeń negatywnie wpływających na ceny mięsa. Oby tylko te wszystkie czynniki nie skumulowały się, bo wówczas będziemy notować dalszy spadek cen wieprzowiny.

Czy można tego uniknąć? Tak, ale trzeba koniecznie uruchomić eksport. Z uwagi na brak konkurencyjności raczej nie zdobędziemy rynków unijnych. Jest natomiast szansa, że ruszy eksport do Japonii. Jednak obecnie należy przede wszystkim powalczyć o rynek wschodni. Nie jest to sprawa łatwa. Strona ukraińska twierdzi, że wprowadziła zakaz importu, aby zablokować przemyt. A przecież Polska spełniła wszystkie warunki dotyczące eksportu. Wysyłaliśmy informacje o każdej wysyłce, która wjechała na tamten rynek. Dokładnie mówiąc od kogo, do kogo, w jakich ilościach, z jakimi kodami celnymi. Mimo to strona ukraińska wprowadziła ten zakaz, który jest zakazem dla legalnego eksportu, ponieważ nielegalny rozwija się nadal, a może jeszcze bardziej. Bo tak naprawdę  blokada nielegalnego importu stoi po stronie ukraińskich struktur celnych. Polska strona nie ma żadnych możliwości zabronienia obywatelowi Ukrainy kupienia u nas mięsa gdzieś na bazarze i wywiezienia go do siebie, na swoje terytorium. Ma natomiast instrumenty, za pomocą których może nie dopuścić do fałszowania świadectw weterynaryjnych i sanitarnych na produkty pochodzenia zwierzęcego, co spowodowało zakaz eksportu do Rosji.  Aby nastąpił powrót do normalności, potrzebna jest dobra wola wszystkich stron. Pojawiają się sygnały, że w ciągu miesiąca Rosja ma cofnąć zakaz importu dla mięsa z Polski. Gdyby tak się stało, to zapewne i Ukraina poszłaby jej śladem. Jednak padało już wiele dat, które nie sprawdziły się. Dlatego i do tych informacji podchodzę ostrożnie. Tym bardziej, że ostatnie rozmowy podczas obrad komisji dwustronnej Polski i Rosji nie dały takiej nadziei. Ma dojść do ponownego spotkania ekspertów i ostatecznego wyjaśnienia kwestii certyfikatów. Sądzę jednak, że jeśli decyzje nie zapadną na poziomie ministrów rolnictwa lub nawet premierów, to zakaz będzie nadal obowiązywał.

autor jest prezesem Związku Polskie Mięso

Źródło "Farmer" 08/2006

Podobał się artykuł? Podziel się!