Na Ukrainie od dawna 25 proc. ziemi rolnej to nieużytki, a zaledwie 2 proc. z 27 mln hektarów gruntów ornych wykorzystuje się do uprawy rzepaku. W 2006 r. powierzchnia uprawy rzepaku ozimego wynosiła 632 tys. ha, z której zebrano 1,1 mln ton nasion. Niemal cały zbiór rzepaku (ponad 90 proc.) sprzedano zagranicznym odbiorcom. W 2007 r. powierzchnia uprawy rzepaku ozimego wzrosła do 1,4 mln ha.

W odróżnieniu od krajów Unii Europejskiej Ukraina ma olbrzymie możliwości zwiększenia powierzchni uprawy rzepaku już w ciągu najbliższych lat. Pod jego uprawę można bowiem wykorzystać 10 proc. wszystkich gruntów ornych (około 2,5 mln ha) bez ubytku dla pozostałej produkcji roślinnej.

W ciągu ostatnich lat plony rzepaku wynosiły średnio 1,3–1,4 t z hektara, dwa razy mniej niż w Unii Europejskiej. Głównie to wynik różnic w technologii uprawy. Rzepak jest rośliną, która wymaga wysokich umiejętności i doświadczenia w uprawie: stosowania właściwych zabiegów i odpowiedniej walki z chorobami i szkodnikami.

Ukraina jest niewątpliwie krajem, dla którego produkcja roślinna może stać się głównym czynnikiem ekonomicznego rozwoju. Z tego powodu należałoby spodziewać się ze strony rządu wsparcia rolników, między innymi uprawiających rzepak jako rośliny z perspektywami rynkowymi. Niestety, właściwych działań w tym kierunku rząd nie dokonał. Słyszy się tylko wypowiedzi urzędników i polityków o nadchodzącej niezależności energetycznej względem Rosji. Powstają liczne programy rozwoju branży bioenergetycznej i planuje się budowę wyspecjalizowanych zakładów do produkcji „ukraińskiego biodiesla”. Ale do dzisiaj nie uchwalono jeszcze ustawy o biopaliwach. Przyjęty na wiosnę ubiegłego roku projekt ustawy o rozwoju produkcji i konsumpcji paliwa biologicznego ma mnóstwo wad. Nie ma w nim mechanizmu kontroli nad wykonaniem jego postanowień. Projekt przewiduje wprowadzenie norm na wzór europejski, dotyczących obowiązkowego zastosowania biodiesla w składzie oleju napędowego: w 2008 r. – 1 proc., w 2015 r. – 8 proc.