W ocenie sądu wniosek przygotowany przez prokuraturę zawiera błędy w opisie czynów zarzucanych podejrzanemu. Wątpliwości sądu wzbudziła także ich kwalifikacja. Według sądu wniosek powinien być napisany od nowa. W ubojni działającej w okolicy Przysuchy (Mazowieckie) mieszano mięso wołowe z lepiej wyglądającą koniną. 51-letni właściciel chciał w ten sposób ukryć gorszą jakość wołowiny i otrzymać za mięso lepszą cenę.

Sfałszowany towar - jako czysta wołowina - trafiał do odbiorców w Polsce, a następnie w innych krajach europejskich. W 2013 r. jakość i skład mięsa zakwestionował kontrahent z Niemiec. Badanie wykazało obecność końskiego DNA w rzekomej wołowinie. Odbiorca odesłał partię mięsa do pośredników, którzy poinformowali inspektorat weterynaryjny i prokuraturę.

Właściciel ubojni przyznał się do winy, usprawiedliwiając się "brakiem doświadczenia i wiedzy". Złożył wniosek o dobrowolne poddanie się karze w wymiarze 2 lat więzienia w zawieszeniu na 5 lat. Wniosek poparła prokuratura.

Poszkodowane w sprawie są polskie firmy pośredniczące w handlu mięsem, którym końcowi odbiorcy, m.in. z Francji, Niemiec, Holandii, Irlandii i Szwecji, odesłali partie zakwestionowanego mięsa. Straty oszacowano na ponad 700 tys. zł.

Śledczy zarzucili właścicielowi ubojni naruszenie ustawy o bezpieczeństwie żywności i żywienia, doprowadzenie firm do niekorzystnego rozporządzenia mieniem poprzez wprowadzenie w błąd co do jakości sprzedawanego mięsa. Stanisław K. zarzucono także podżeganie pracowników do podrabiania podpisów w dokumentacji oraz poświadczanie nieprawdy w dokumentach.

Podobał się artykuł? Podziel się!