Nie po raz pierwszy rząd koncentruje swoją uwagę na działalności przedsiębiorstw zajmujących się handlem agrochemikaliów i nawozów sztucznych. Kilka miesięcy temu Minister Przemysłu Debora Giorgi zaleciła przedstawicielom tych sektorów, aby zwiększyli produkcję krajową i w ten sposób zrekompensowali mniejszy import tych produktów.

Szacuje się, że w tym roku zużycie nawozów wyniesie 3,7 mld ton, podobnie jak w rekordowym roku 2007. Należy jednak zauważyć, że od 60 proc. do 65 proc. tych nawozów jest produkcji zagranicznej. Dotyczy to zwłaszcza nawozów, których głównym składnikiem jest fosfor. Według danych sektora, w ubiegłym roku, sprzedano nawozy do produkcji rolnej na ogólną sumę 1,5 mld dolarów. Natomiast zużycie agrochemikaliów w rolnictwie osiąga sumę 2,0 mld dolarów.

Na import produktów chemicznych, zarówno gotowych do użycia, jak też surowców niezbędnych do ich przygotowania potrzeba 1 200 mld dolarów.

Rozporządzenie ministra Moreno mające na celu ograniczenie importu nawozów zbiega się w czasie z silnym popytem na nawozy, bowiem jest to okres siewu soi i sadzenia kukurydzy. W przypadku soi używa się nawozy oparte na fosforze, a w uprawie kukurydzy nawozy oparte na azocie.

Zaskakujące zarządzenie Sekretarza w tej chwili nie przyniesie poważnych problemów, ponieważ wszystkie nawozy potrzebne do wiosennej uprawy znajdują się już w kraju. Według danych z sektora, do stycznia przyszłego roku jest w kraju dostateczna ilość nawozów potrzebnych w rolnictwie, brakuje niewielkiej części nawozów do uprawy soi, lecz nie jest to duża ilość. Inny funkcjonariusz poinformował, że od około 20 dni, Urząd Celny aplikuje tak zwane "czerwone światło" przy załatwianiu formalności celnych w stosunku do pewnych nawozów, powodując opóźnienie wejścia tych towarów na rynek krajowy, co tym samym jest przyczyną wzrostu kosztów dla przedsiębiorstw.

Jeśli zgodzimy się z faktem, że w kwestii nawozów sztucznych nie ma większych problemów do stycznia przyszłego roku, to sytuacja w dziedzinie produktów chemicznych potrzebnych w uprawie jest inna. W tym przypadku brakuje w rolnictwie co najmniej 30 proc. agrochemikaliów, takich jak środki owadobójcze i grzybobójcze.  

Podobał się artykuł? Podziel się!