De Schutter zwrócił się do WTO, aby przestała traktować prawo ludzi do wyżywienia jedynie w aspekcie handlowym i zaniechała lansowania polityki w tej kwestii opartej wyłącznie na zasadzie wolnego handlu.

Handel - pisze ONZ-owski ekspert w liście do dyrektora WTO - powinien uzupełniać lokalną produkcję żywności, nie zaś uzasadniać porzucanie i likwidację tej produkcji. Cel, jakim jest zapewnienie, by uboga ludność miast mogła spożywać świeże i pożywne produkty i zmniejszenie przepaści między ceną producenta i ceną, jaką płaci konsument, wymaga prowadzenia polityki ograniczającej fluktuację cen.

Tymczasem - konkluduje De Schutter - reguły stosowane przez WTO redukują możliwości prowadzenia takiej polityki.

W ten sposób przedstawiciel ONZ zareplikował na najnowszą wypowiedź dyrektora WTO, który publicznie zdyskwalifikował jego raport zakończony konkluzją, że normy postępowania WTO mogą zagrażać bezpieczeństwu żywieniowemu.

De Schutter podkreślił, że wolny rynek, którego broni pan Lamy, nie funkcjonuje tak doskonale, jak chciałby to widzieć dyrektor WTO. Żywność trafia tam, gdzie jest największa siła nabywcza, a nie tam, gdzie potrzeby są najpilniejsze.

Ekspert ONZ, który broni prawa ludzi do wyżywienia, krytykuje reprezentowany przez dyrektora WTO pogląd na bezpieczeństwo żywnościowe, który jedynie pogłębia podział między regionami, gdzie istnieje nadprodukcja żywności, i tymi, które odczuwają ich deficyt, podział na eksporterów i importerów, na zwycięzców i zwyciężonych.

Powagę sytuacji najuboższych krajów świata dobrze ilustruje fakt, że ich wydatki na import żywności w latach 1992-2008 wzrosły pięcio- sześciokrotnie.

Żywność importowana stanowi obecnie ok. 25 proc. całego spożycia, co oznacza, że najuboższe kraje wpadły w zaklęty krąg: im bardziej się je przekonuje, by zaufały handlowi, tym mniej inwestują we własne rolnictwo - konkluduje De Schutter.