- Europosłowie, którzy głosowali za tą umową, niech nie ulegają iluzji: liberalizacja handlu zrujnuje miliony rolników zarówno w Maroku, jak i Hiszpanii, Francji i innych krajach południa UE, a jednocześnie zagrozi zubożeniem źródeł wody w Maroku - powiedział po głosowaniu sprawozdawca Parlamentu Europejskiego ws. umowy, francuski deputowany Zielonych, Jose Bove. Zarekomendował, by PE odrzucił umowę.

Umowa zyskała jednak większość: 369 europosłów głosowało za, a 225 przeciw.

Umowa pozwoli na natychmiastową liberalizację 45 proc. importu produktów rolnych z UE do Maroka oraz 55 proc. z Maroka z UE. W grudniu umowę podpisała już Rada ministrów UE. Umowa zakłada zwiększenie importu do UE kwot wielu gatunków warzyw (pomidory, oberżyna, cukinia, czosnek, ogórki) i owoców (pomarańcze, mandarynki, melony i truskawki).

Sprawozdawca PE przekonywał, że umowa faworyzuje jedynie wielkie firmy eksporterskie z Maroka (o mieszanym kapitale powiązanym z europejskim, w większości francuskim), które kontrolują dwie trzecie eksportu do UE. Nie zyska natomiast rolnictwo rodzinne.

Zdaniem Bove w UE stracą zwłaszcza producenci pomidorów w Europie południowej, zwłaszcza z Hiszpanii i Francji, gdyż pomidory marokańskie są znacznie tańsze, ze względu na niższe koszty siły roboczej. Wynagrodzenie w Maroku to około 5 euro dziennie, podczas gdy w Europie to 8-13 euro za godzinę. Wskazał także na problem zatrudniania w Maroku dzieci oraz problemy ochrony środowiska (w Maroku używa się znacznie więcej wody do produkcji pomidorów).

Przekonywał, że stracą też marokańscy producenci mleka i zboża. Umowa zakłada bowiem - wyjaśnił - zwiększenie o 50 proc. kwot unijnej produkcji mlecznej i zbożowej do Maroka, "czyli tony zbóż będziemy mogli tam wysyłać i zakłócać produkcję lokalną".

Umowę poparła największa chadecka frakcja w PE Europejskiej Partii Ludowej.

- Jestem za umową, choć wiem, że są problemy z pomidorami - powiedział jeszcze przed głosowaniem lider EPL w PE, także rolnik Joseph Daul. Przyznał jednak, że jeśli UE nie zawrze porozumienia, wówczas to Chiny opanują rynek marokański - dlatego trzeba głosować za umową.

Także polski deputowany Czesław Siekierski (PSL) deklarował poparcie dla umowy. Tłumaczył, że to element polityki sąsiedzkiej UE, która wymaga otwartości, a nie ograniczeń. Podobał się artykuł? Podziel się!