W połowie miesiąca brazylijska policja federalna wydała 38 nakazów aresztowania urzędników i pracowników zakładów przetwórstwa mięsa w związku z zarzutami, że niektóre z największych firm z branży od lat wręczały łapówki inspektorom sanitarnym, by móc sprzedawać zepsutą wołowinę i drób. Wśród oskarżonych firm oprócz giganta BRF jest także JBS, największy eksporter wołowiny na świecie.

Sprawa wywołała oburzenie w Brukseli, tym bardziej że brazylijskie władze nie poinformowały oficjalnie UE o tym procederze, a Komisja Europejska dowiedziała się o całej sprawie z mediów. - Brazylia zapłaci za to wysoką cenę - miał według relacji dyplomatów mówić wysokiej rangi urzędnik KE do przedstawicieli krajów UE.

Problem był omawiany na ubiegłotygodniowym spotkaniu głównych lekarzy weterynarii z państw członkowskich. W środę zajęli się nim eksperci z krajów unijnych. Jak poinformował w czwartek grupę dziennikarzy jeden z dyplomatów biorących udział w tych rozmowach, uzgodniono, że partie mięsa pochodzące z trzech stanów Brazylii objętych dochodzeniem będą ściśle kontrolowane na terenie UE.

Fizyczna kontrola, czyli sprawdzanie przez inspektorów zapachu, wyglądu czy metek na mięsie ma dotyczyć wszystkich dostaw. Dodatkowo 20 proc. towaru ma być poddawane szczegółowym badaniom mikrobiologicznym.

Zdecydowana większość kontroli będzie przeprowadzana w porcie w Rotterdamie, gdzie trafia około 80 proc. mięsa sprowadzanego do UE z Brazylii. Z Holandii trafia ono do innych państw członkowskich.

Kontrole będą też prowadzone w Hiszpanii, we Włoszech i w Wielkiej Brytanii. Wszystko to może podnieść koszty brazylijskiej wołowiny i drobiu. Do otrzymania wyników kontroli mięso będzie składowane w magazynach. Zapłacą za to firmy importujące je do UE. Gdyby okazało się, że mięso trzeba odsyłać za ocean, koszty spadną na Brazylijczyków.

Do Polski brazylijskie mięso praktycznie nie trafia drogą morską. Część państw członkowskich, które są w podobnej sytuacji jak nasz kraj, zdecydowała się jednak na dodatkowe środki ostrożności i wprowadziła kontrole u siebie.

Z informacji przekazanych przez źródła w Brukseli wynika, że do tej pory tylko jedna partia towaru wróciła do Brazylii. Włoscy celnicy zdecydowali się na odesłanie do producenta mięsa, gdyż pochodziło ono z zakładu zamieszanego w skandal.