Wydany przez Browna w środę dekret nakazuje ograniczenie używania wody do nawadniania pól golfowych, trawników, cmentarzy czy napełniania basenów. Jednocześnie oferuje zachęty finansowe, by zastąpić jedne urządzenia tymi bardziej wodooszczędnymi, a tereny zajmowane obecnie przez trawniki obsadzać roślinnością, która wymaga znacznie mniejszej ilości wody.

Dekret ma wejść w życie w połowie maja - do tego czasu stanowi urzędnicy mają przygotować szczegółowe regulacje. Za ich nieprzestrzeganie grozić będą surowe kary finansowe od 500 do 10 tys. dolarów.

Gubernator ogłosił swój dekret stojąc na zielonej polanie w górach Sierra Nevada, niedaleko jeziora Tahoe, gdzie normalnie o tej porze roku powinien zalegać śnieg. "Mamy do czynienia z zupełnie innym światem. Musimy więc działać inaczej" - powiedział.

Kalifornia, najludniejszy i trzeci co do wielkości stan USA, od prawie czterech lat zmaga się z rekordową suszą. Na dwóch trzecich terytorium panuje "ekstremalna susza" (drugi co do wielkości z sześciu poziomów suszy), a ponad 40 proc. terytorium stanu doświadcza tzw. "nadzwyczajnej suszy" (dane na dzień 31 marca za US Drought Monitor).

Eksperci ds. zmian klimatu biją na alarm. "XX wiek był dla Kalifornii wyjątkowo wilgotny. Ale w ciągu ostatnich dekad jest coraz bardziej sucho, mamy coraz mniej śniegu. Musimy się przygotować, że w przyszłości lata będą jeszcze suchsze" - powiedziała PAP niedawno prof. Lynna Ingram z Uniwersytetu Berkeley, geolog i ekspertka ds. historii zmian klimatu w Kalifornii. "Zapotrzebowanie na wodę będzie rosnąć, bo rośnie populacja. Dlatego susze wywołane przez człowieka też będą coraz większe" - dodała.

By walczyć z suszą, gubernator Brown zaapelował w styczniu 2014 roku do Kalifornijczyków, by oszczędzali wodę; wyznaczył cel redukcji zużycia na 20 proc. Ale do połowy ub. roku mieszkańcy zmniejszyli zużycie wody o skromne 5 proc. w porównaniu z tym samym okresem w latach poprzednich. Dlatego teraz gubernator już nie apeluje, lecz zdecydował się na obowiązkowe restrykcje.

Najwięcej wody pochłania kalifornijskie rolnictwo - 80 proc. całego stanowego zużycia. Kalifornia to spichlerz USA. Stąd pochodzi około połowy warzyw i owoców konsumowanych w tym kraju. Ale nowymi restrykcjami nie objęto rolnictwa, gdyż - jak tłumaczyli stanowi decydenci - farmerzy i tak bardzo ucierpieli już z powodu suszy. Według stanowego ministerstwa rolnictwa w ubiegłym roku rolnicy odłogiem pozostawili z powodu braku wody ponad 160 tys. hektarów, a 17 tys. osób pracujących na polach w "złotym stanie" - jak jest nazywana Kalifornia - straciło pracę.