Szef Banku Światowego Robert Zoellick powiedział, że globalne ceny żywności osiągnęły obecnie niebezpieczny poziom, który może komplikować delikatną sytuację społeczno-polityczną na Bliskim Wschodzie.

Ostrzegł, że niekorzystny wpływ wysokich cen daje się zauważyć także w Azji Środkowej i że tam również może pociągnąć za sobą społeczne i polityczne skutki w całym regionie.

Zoellick ocenił, że chociaż wyższe ceny żywności nie były wyłączną przyczyną, która wyzwoliła gwałtowne protesty w Egipcie i Tunezji, stanowią one mocny czynnik, z którym należy się liczyć.

Raport Banku światowego ukazał się na trzy dni przed spotkaniem w Paryżu ministrów finansów G20 - grupy głównych potęg gospodarczych. Na szczycie tym będzie dyskutowany m.in. wzrost cen żywności i jego przyczyny.

Wskaźnik cen żywności od października 2010 do stycznia 2011 roku wzrósł o 15 proc. Na światowych rynkach ceny mąki, kukurydzy, cukru i oliwy rosły przez ostatnie sześć miesięcy; nieco mniej w porównaniu z nimi wzrosła cena ryżu.

Do najszybciej rosnących należą ceny pszenicy, które podwoiły się w ciągu pół roku, odkąd Rosja ograniczyła jej eksport, zbiory w Australii zniszczyła powódź, a w Chinach utrzymuje się susza.

Na Bliskim Wschodzie kraje zagrożone politycznymi turbulencjami, tak jak Egipt, mogą zareagować dążeniem do zwiększenia rezerw zboża, co również odbije się na wzroście jego cen - zauważa BŚ.

Zoellick poinformował, że w Tunezji przebywa misja BŚ, która oceni, czy kraj ten potrzebuje pomocy finansowej.

Nędzę określa się jako stan, kiedy jedna osoba ma na swoje utrzymanie 1,25 dolara dziennie. Według danych Banku Światowego w skrajnej nędzy na świecie żyje obecnie 1,2 mld ludzi.

W grudniu 2008 roku ekonomiści BŚ oceniali, że w skrajną nędzę popadło 105 mln osób. Wówczas za graniczną kwotę uznawano dolara dziennie.

Podobał się artykuł? Podziel się!