PRZEGLĄD PRASY: Obłe bryłki białego sera zanurzone w serwatce, które rozsyłano na cały świat, są uważane za jedne z największych kulinarnych delikatesów. Wytwarzane są z bogatego w tłuszcz świeżego mleka ze stad bawolic hodowanych w zaledwie kilku regionach Italii. Smakowity jest zwłaszcza ser z miasta Aversa, produkowany według tradycyjnych historycznych receptur i znajdujący się na liście produktów o chronionej nazwie pochodzenia.

Kiedy jednak gruchnęła wieść, że w mozzarelli wykryto ślady związków chemicznych mogących wywoływać raka, ludzie błyskawicznie wyrzucili ją ze swego menu. A jej sprzedaż, tak we Włoszech, jak i zagranicą, gwałtownie załamała. Japonia i Korea Południowa, będące jednymi z największych importerów włoskiej mozzarelli, natychmiast zabroniły jej wwozu na swoje terytorium. We Francji Ministerstwo Zdrowia zaleciło wycofanie włoskiej mozzarelli ze sklepów, a w Moskwie przy półkach z serami pojawili się inspektorzy sanitarni.

Naprężyła muskuły także Bruksela. Andrula Wasiliu, unijna komisarz odpowiedzialna za stan zdrowia Europejczyków, natychmiast zażądała od Rzymu zapewnień, że skażonego sera nie wypuszczono poza granice kraju. A w samej Italii z miejsca zamknięto 83 wytwórnie bawolej mozzarelli. We wszystkich tych zakładach stwierdzono nagminne łamanie norm sanitarnych i fałszowanie wyników badań laboratoryjnych. Wśród pracowników sektora mleczarskiego powiało grozą, bo pracę może utracić 20 tys. ludzi.

(...)Także wybredni Włosi odwrócili się od skażonego sera. W sąsiadującym z fabryczką sklepiku Francesca sprzedawała przeciętnie po 600 kilogramów mozzarelli dziennie. Teraz można mówić o sukcesie, kiedy ludzie kupiąjakieś 150-200 kilogramów. I jak tak dalej pójdzie, to Francesca będzie musiała zwolnić 45 robotników i zerwać kontrakty z dotychczasowymi dostarczycielami mleka. Włoscy politycy z uśmiechem na twarzach zapewniają, że mozzarella jest całkowicie bezpieczna. Szef włoskiej dyplomacji, Massimo D'Alema, zaklinał się, że alarm jest przesadny i niczym nie umotywowany". Minister przemysłu, Pierluigi Bersani, dramatyzował, mówiąc, iż trudno wyobrazić sobie świat bez mozzarelli". A ponieważ we Włoszech toczyła się właśnie najbardziej gorąca faza kampanii przedwyborczej, niemal wszyscy kandydaci na posłów i senatorów z lubością obżerali się

przed kamerami kawałkami bawo-lego przysmaku, deklarując mężnie, że nie poddadzą się żadnej psychozie". W obronie mozzarelli demonstrowali rolnicy na południu Włoch. Krajowy związek hodowców Coldiretti, w którym zgrupowała się większość spośród 2000 posiadaczy bawołów domowych, twierdzi zaś, że lęk przed ich serem jest przesadzony i oskarża media o podsycanie strachu konsumentów. Rynkowe straty, jakie ponieśli producenci mozzarelli tylko w marcu, sięgnęły 30 milionów euro. I jeśli szybko nie rozproszy się obaw konsumenckich, to w najbliższych tygodniach straty będąjeszcze większe. I to nie tylko dla serowa-rów, ale i w całym sektorze rolniczym. Bo Włochy utracą reputację kraju produkującego żywność o najwyższych standardach zdrowotnych i smakowych. Pomimo że Włosi zapewnili, że żadna partia skażonego sera nie opuściła ich kraju, niektóre kraje przestały importować mozzarellę. A właściciele restauracji, sklepików z sałatkami czy serami wolą sprowadzać mozzarellę z innych państw. Holenderscy producenci już zadeklarowali, że są w stanie zając miejsce Włochów. Póki co w Polsce nikt nie zamierza bojkotować włoskiej mozzarelli. Zresztą mało kto miałby do tego okazję. W naszych sklepach, w królestwie podróbek, najczęściej można spotkać sery mające z prawdziwą mozzarella z Kampanii jedynie wspólną nazwę.

Źródło: Rynki Zagraniczne