W tej sprawie mają się porozumieć eksperci Polski i Komisji Europejskiej. Ustalą przede wszystkim, jak duże było przekroczenie limitów na Bałtyku Wschodnim, a także, na ile lat zostanie rozłożona "spłata" tzw. przełowienia.

Komisja Europejska twierdzi, że polscy rybacy już w pierwszym kwartale trzykrotnie przekroczyli przyznany Polsce na ten rok limit połowowy 10,8 tys. ton dorsza. Dlatego zmuszona była wydać zakaz połowów do końca roku. Polska kwestionuje wyliczenia Komisji.

Te dane muszą być jeszcze uzgodnione. Do tego potrzebne są rozmowy na szczeblu technicznym, żeby były one precyzyjne i uczciwe dla wszystkich zainteresowanych stron - powiedział Plocke.

Gdy już obie strony porozumieją się co do faktycznego przełowienia, KE proponuje zmniejszyć odpowiednio kwoty na najbliższe trzy lata. Polska postuluje, by było to co najmniej pięć lat - tak by obcięcie kwot było mniej odczuwalne dla polskich rybaków.

Przyszłoroczna kwota połowowa dorszy dla polskich rybaków na Bałtyku Wschodnim wynosi 10,25 tys. ton, przy jednoczesnym ograniczeniu dni połowowych do 178.

Są podjęte kierunkowe decyzje, które będą ostatecznie rozstrzygnięte na szczeblu politycznym jeszcze przed Bożym Narodzeniem - mówił wiceminister Plocke po środowych rozmowach w Dyrekcji Generalnej Komisji Europejskiej ds. Rybołówstwa.

Wprowadzając w lipcu zakaz połowów dorsza, KE opierała się na wynikach, przeprowadzonej na początku roku przez unijnych inspektorów, kontroli polskich portów dorszowych.

Na początku października polski rząd zaskarżył rozporządzenie KE do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu. Natomiast pod koniec października KE otworzyła przeciwko Polsce postępowanie za łamanie zakazu połowów dorsza na Bałtyku Wschodnim - chodzi o 40 ujawnionych przez polskich i unijnych kontrolerów przypadków złamania zakazu przez rybaków, którzy złowili nieco ponad 15 ton dorsza z Bałtyku Wschodniego.

Źródło: PAP