Claus Illing, jeden z głównych dyrektorów w koncernie BASF, przedstawił prognozę rozwoju europejskiego rolnictwa do roku 2015. Jego zdaniem w ciągu najbliższych 10 lat nastąpi koncentracja produkcji w gospodarstwach dużych, o powierzchni ponad 100 hektarów. Stanowią one w Polsce 2 proc. wszystkich gospodarstw, w Niemczech 7 proc., a we Francji 13 proc. Do roku 2015 ich udział w Polsce ma się zwiększyć do 5 proc. Ocenia się, że obejmują one w naszym kraju 25 proc. gruntów, a za 10 lat - aż 40 proc. Docelowo 20 proc. gospodarstw (największych) będzie gospodarować na 80 proc. areału ziemi uprawnej w Europie. Zmiany te wymuszą na rolnikach zwiększenie ich profesjonalizmu. Jednocześnie stopniowe ograniczanie subwencji do rolnictwa unijnego spowoduje, że na rynku utrzymają się tylko najlepsi.

Claus Illing uważa, że w rolnictwie nowych krajów członkowskich Unii Europejskiej najwięcej będzie się inwestować. Przykładem jest uprawa pszenicy. Koszty produkcji tony jej ziarna są mniejsze niż w krajach starej 15-tki. Problemem są natomiast niskie plony. Na przykład w Polsce koszt produkcji tony pszenicy wynosi 105 euro (przy plonach 3,6 t/ha), w Czechach 115 euro (4,5 t/ha). Tymczasem u naszych zachodnich sąsiadów koszty są znacznie większe i wynoszą: w Niemczech 132 euro/t (7,2 t/ha), w Wielkiej Brytanii 142 euro/t (7,6 t/ha) i we Francji 150 euro/t (7,6 t/ha). Jedynie w wypadku dużych farm o powierzchni ponad 1000 hektarów koszty produkcji pszenicy w tych krajach są mniejsze i wahają się od 110 euro/t w Niemczech do 125 euro/t we Francji. Wynika to z większych plonów ziarna osiąganych w tych gospodarstwach: 9,5 t z hektara w Niemczech i 10 t z hektara w Wielkiej Brytanii i we Francji.

Claus Illing jest przeciwny ograniczaniu wydatków na rolnictwo w budżecie unijnym. Jego zdaniem europejskie rolnictwo musi się rozwijać, bo wzrost liczby ludności na świecie spowoduje zwiększone zapotrzebowanie na żywność. W ciągu najbliższych 10 lat najwięcej, bo aż o 30 proc., potrzeba będzie więcej soi, nieco mniej, bo o 26 proc. - cukru i o 25 proc. - mięsa. O 21 proc. wzrośnie zapotrzebowanie na rzepak, a o 20 proc. na kukurydzę, pszenicę, warzywa i owoce. Oznacza to, że Europa może być nadal czołowym eksporterem zboża, kukurydzy i rzepaku na świecie. W ubiegłym roku w Europie wyprodukowano 230 mln t pszenicy, podczas gdy w Ameryce Północnej tylko 85 mln t. Jednocześnie europejska pszenica stanowi w handlu światowym 19 proc., a amerykańska aż ponad 41 proc.

Claus Illing jest także zdecydowanym przeciwnikiem reformy unijnego rynku cukru. Jego zdaniem rolnicy uprawiający buraki mogą na tym tylko stracić, a konsumenci nic nie zyskają. Trudno bowiem sobie wyobrazić, że przy znacznym ograniczeniu produkcji cukru buraczanego nie wzrosną ceny cukru z trzciny cukrowej.

Dużym problemem w rozwoju rolnictwa unijnego jest zdaniem ekspertów zbiurokratyzowane podejście do spraw związanych z bezpieczeństwem żywności. W Europie reguluje je około 100 ogólnych przepisów prawnych (w Niemczech nawet 130) i ok. 110 przepisów szczegółowych dotyczących mięsa, 25 - mleka i przetworów mlecznych oraz 20 - warzyw i owoców. Być może powodem jest to, że konsumenci nie mają pewności, że kupują bezpieczną żywność. Z badań przeprowadzonych na zlecenie Komisji Europejskiej trzy lata temu wynikało, że najbardziej nieufni pod tym względem byli Niemcy i Włosi. Aż 58 proc. pytanych Niemców i 45 proc. Włochów uważało, że oferowana im żywność nie jest bezpieczna. Największe zaufanie do jakości żywności mieli Holendrzy tylko 15 proc. z nich uważało, że żywność nie jest bezpieczna. Tymczasem niemieccy specjaliści z Urzędu UE ds. Żywności twierdzą, że żywność unijna jeszcze nigdy nie była tak bezpieczna, jak dzisiaj.

W Europie dominuje odmienne niż Stanach Zjednoczonych podejście do nowinek technicznych w produkcji żywności. W USA obowiązuje zasada, że nowe technologie odrzuca się dopiero wtedy, gdy zostanie wykazane naukowo, że powodują one niekorzystne następstwa dla środowiska naturalnego, w Europie natomiast obowiązuje zasada zapobiegania. Zgodnie z nią “wszystko, co jest podejrzane, że szkodzi środowisku, może zostać zakazane i wycofane z obrotu”.

W rozważaniach nad przyszłością rolnictwa eksperci przywiązują dużą wagę do wykorzystania odnawialnych źródeł energii. W przyszłości powinno dojść do konkurencji przemysłu energetycznego ze spożywczym o surowiec pochodzący z rolnictwa, co byłoby korzystne dla rolników. W przyszłym roku produkcja biopaliwa w Europie powinna wynieść 4,8 mln t, na co potrzeba 5 mln hektarów rzepaku, a to pozwoliłoby zastąpić ponad 4 mln t ropy naftowej. Tymczasem w ubiegłym roku w USA wyprodukowano 11 mld litrów alkoholu przemysłowego z kukurydzy, co pozwoliło zastąpić aż 12 mln t ropy naftowej. Aby wprowadzić na szerszą skalę produkcję roślin do celów energetycznych, konieczne są decyzje polityczne oraz ulgi podatkowe.

Źródło: "Farmer" 11/2005

Podobał się artykuł? Podziel się!