- Dostaliśmy na wyłączność prawo zachowania dopłat bezpośrednich na dotychczasowym poziomie 373 mln euro rocznie, z możliwością współfinansowania z budżetu państwa już w pierwszym roku członkostwa - wyjaśnił Ivan Macanić, wiceszef Agencji ds. wypłat w rolnictwie, rybołówstwie i rozwoju obszarów wiejskich. W tym roku UE dołoży 25 proc. tych środków, a ten udział będzie się zwiększał co roku aż do 100 proc. za 10 lat.

- Bez państwowych dopłat byłoby ciężko - przyznaje Svjetlana Czolaković, rolniczka ze wsi Szag pod Valpovem w Slawonii, północno-wschodnim regionie, nazywanym spichlerzem Chorwacji. Państwo wypłaca po 2000 kun (1163 zł) od każdego hektara ziemi. Do tego dochodzą środki z różnych innych funduszy - zastrzega Macanić.

40-letnia Svjetlana intensywnie korzysta z takich funduszy. Wraz z mężem, Draganem, gospodaruje na 500 ha, uprawia pszenicę, kukurydzę, słoneczniki. Prawie na każdej z wielu maszyn rolniczych stojących na jej podwórku widnieje plakietka, że została kupiona z dopłatą państwową

- Do traktora na przykład mogą dołożyć 20 proc., a czasem nawet 40 proc. ceny. Ale potem przez 5 lat nie możesz go sprzedać - tłumaczy rolniczka. I ona, i mąż mają zarejestrowane odrębne rodzinne gospodarstwa rolnicze (OPG).

Svjetlana, szczupła, energiczna blondynka w modnych dżinsach, która w razie potrzeby sama prowadzi traktor, zatrudnia jednego pracownika, mąż - dwóch. W gospodarstwie pomaga 20-letni syn, który studiuje rolnictwo, czasami 18-letnia córka. Najmłodszą córeczkę Svjetlana codziennie podwozi samochodem do przedszkola, zajmuje jej to dwie minuty.

Dopłaty wprowadzono w 2000 r., na początku były uzależnione od sprzedanej produkcji, od 2008 r. państwo wymaga tylko, żeby ziemia była dobrze utrzymana, i odpowiednie służby to kontrolują, nie trzeba nic produkować - tłumaczy Svjetlana. Jest to wymóg UE, żeby ziemia spełniała warunki agroekologii i ochrony środowiska - wyjaśnia Macanić.

Czolakoviciowie kupili sporo ziemi na przetargach od państwa, część wydzierżawili. Pobliskie państwowe kombinaty rolne sprywatyzowano, często ziemię i sprzęt wykupili członkowie dyrekcji. Niektóre działki Svjetlana kupiła od sąsiadów z małych gospodarstw, które zostały z czasów, gdy w dawnej Jugosławii dopuszczalne było posiadanie zaledwie 10 ha ziemi.

- Jeden starszy rolnik co roku sprzedaje nam mały kawałek ziemi, żeby dołożyć do głodowej emerytury. Sam już nie daje rady gospodarować, dzieci wyjechały - opowiada. Poza tym według niej "dopłaty od hektara rozpieściły wieśniaków".