Wbrew pozorom to nie spadek cen płodów rolnych jest najczęstszym powodem rolniczych wystąpień. Rolnicy bardzo pragmatycznie patrzą w przyszłość. Obecnie największy niepokój wywołują u nich możliwe konsekwencje podpisania umowy CETA pomiędzy krajami Unii Europejskiej a Kanadą.

To jednak niejedyna sprawa, która łączy wszystkich producentów z Europy. Jest nią także troska o kształt Wspólnej Polityki Rolnej po 2020 roku, a dopłaty bezpośrednie są jej najistotniejszym aspektem. Nie czekając na to, co przyniesie czas, organizacje rolnicze z takich krajów jak Francja, Niemcy czy Holandia już teraz ostrzegły przed protestem. Dojdzie do niego, jeśli za kilka lat ich dopłaty zostaną zmniejszone lub, co gorsza, zlikwidowane.

Bywa i tak, że o protestach rolniczych organizacje przypominają sobie wtedy, kiedy na zmianę sytuacji jest już za późno. Tak było między innymi w Barcelonie...

BARCELONA - PROTEST W IMIĘ OBRONY GODNOŚCI MAŁYCH RODZINNYCH GOSPODARSTW

Przed kilkoma dniami ruch drogowy w Barcelonie na kilka godzin praktycznie zamarł. Blisko 500 ciągników najpierw skutecznie spowolniło drogę do Barcelony, a następnie, równie efektywnie, zatrzymało ruch w stolicy Katalonii. Protest w imię obrony "godności" rodzinnych gospodarstw był odpowiedzią na decyzję Unii Europejskiej o ograniczeniu dopłat do tzw. ONW, czyli gospodarowania na obszarach o niekorzystnych warunkach. Według nowych przepisów z pomocy finansowej zostaną wyłączone te tereny, na których co prawda stwierdzono występowanie ograniczeń naturalnych, ale rolnicy skutecznie sobie z nimi poradzili. Na przykład dzięki poczynionym inwestycjom, takim jak melioracja.

Dla Hiszpanów, u których 90 proc. obszaru zajmują wyżyny i góry, wsparcie ONW jest drugą po dopłatach bezpośrednich największą pomocą. Unijny przepis odbierający wsparcie uderzy praktycznie w 3/4 hiszpańskich gospodarstw, które właśnie poprzez rozwiniętą sieć melioracji dawno poradziły sobie z problemem upraw w trudnych warunkach.

Protestujący mają żal do polityków o to, że ci nie zadbali o interesy swoich obywateli. Jak twierdzą, ich sytuacja jest coraz gorsza. - Ludzie muszą uciekać do miast, bo tutaj nie ma z czego żyć - twierdzi Joan Caball reprezentujący największy związek w Katalonii Unió de Pagesos (UP). Jego słowa potwierdzają dane. Od 2001 do 2015 r. w samej Katalonii nastąpił aż 39-procentowy spadek dochodowości w rolnictwie. Niestety, protest nic nie zmieni. Przepisy wejdą w życie od 2018 r.

MANIFESTACJA, KTÓRĄ SPROWOKOWAŁ… DUCHOWNY