Francuska minister ds. ekologii Nathalie Kosciusko-Morizet ogłosiła w poniedziałek 16 maja, że Francja jest z powodu suszy już teraz "w kryzysowej sytuacji". Wcześniej tego samego dnia odbyło się pierwsze w tym roku posiedzenie komitetu ds. walki ze skutkami suszy pod egidą rządu.

Kosciusko-Morizet podkreśliła, że już w 28 z 96 francuskich departamentów kontynentalnych lokalne władze nałożyły specjalne restrykcje na mieszkańców, aby nakłonić ich do oszczędzania wody. Już wkrótce dołączą do tej grupy trzy kolejne departamenty.

Te restrykcje uderzają przede wszystkim w rolników, którzy są zmuszeni do zmniejszenia nawet o połowę ilości wody używanej do prac irygacyjnych. Ale skutki suszy odczuwają też coraz bardziej inni mieszkańcy, gdyż w niektórych miejscach wprowadzono ograniczenie lub zakaz nadmiernego podlewania ogródków czy napełniania prywatnych basenów lub brodzików.

Według danych francuskiego resortu, poziom wód gruntowych czy stan wody w rzekach spadły już do poziomu, jaki zwykle odnotowuje się w lipcu.

Kwiecień tego roku był we Francji, podobnie jak w innych północnych państwach Europy, jednym z najgorętszych i najbardziej suchych w ostatnich dekadach. Całkowita suma opadów w ubiegłym miesiącu we Francji wyniosła zaledwie 29 proc. średniego kwietniowego poziomu w okresie 1971-2000. Najgorzej jest na zachodzie kraju, zwłaszcza w regionie Poitou-Charentes, ale susza dotyka też boleśnie rolników na północy i w centrum kraju czy w regionie Paryża i Lyonu.

W najbliższym czasie trudno spodziewać się poprawy warunków dla rolnictwa, gdyż, jak twierdzą meteorolodzy, przez nadchodzące dwa tygodnie nie będzie we Francji znaczących opadów.