Przepisy będą oznaczać, że kraje UE będą mogły zdecydować czy chcą upraw GMO na swoim terenie czy nie. Taką decyzję będą mogły podjąć, jeśli będą uważać, że taka hodowla zagraża środowisku naturalnemu czy rolnictwu w danym regionie. To może być obawa przed szczepem odpornym na pestycydy, zbożami, które będą zbyt inwazyjne czy utratą bioróżnorodności na danym terenie.

Kraje nie będą mogły się jednak powoływać na względy zdrowotne. Je oceniać będzie Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA). Robi to już dziś w ramach procedury wyrażenia zgody na uprawę poszczególnych GMO i ta procedura się nie zmieni.

- Te przepisy dają większość wolność krajom Unii - podkreślała francuska deputowana Corinne Lepage (Liberałowie), która jest autorką sprawozdania na temat GMO. - Projekt jest wyważony i uwzględnia obawy i prośby wszystkich stron - zapewnia deputowana. Europosłowie nie chcieli jednak by za decyzję były odpowiedzialne tylko państwa - chcieli utrzymania procedur wydawania zgody także na poziomie europejskim. Projekt ma być głosowany na najbliższej sesji plenarnej.

 

Europejczycy nie ufają GMO

  • Na liście autoryzowanych przez UE produktów GMO do konsumpcji są m.in. bawełna, kukurydza, drożdże, rzepak, ziemniaki, soja i buraki cukrowe. Uprawiać można na razie jedną odmianę ziemniaka i kukurydzy.
  • Kraje, które obecnie korzystają z procedury umożliwiającej zakaz hodowli GMO: Austria, Francja, Grecja, Węgry, Niemcy i Luksemburg.
  • Z ostatnich badań Eurobarometru wynika, że tylko 21 proc. Europejczyków uważa, że żywność modyfikowana jest bezpieczna, a 53 proc. uważa, że może być niebezpieczna.
  • GMO jest najbardziej popularne w USA. Tam aż 93 proc. hodowanej soi i 86 proc. kukurydzy jest modyfikowane.
Podobał się artykuł? Podziel się!