Na południu kraju, w Almerii, gdzie manifestowało 2,5 tysiąca rolników, doszło do starć z policją. Co najmniej 21 osób zostało rannych, w tym 13 policjantów.

Manifestację zwołały duże organizacje rolników i hodowców bydła - COAG i ASAJA. Protestujący rzucali warzywami i skrzynkami w siedzibę delegatury ministerstwa skarbu w Almerii, żądając ulg podatkowych. Policja użyła pałek i gumowych kul.

W Badajoz na zachodzie zwołani przez te same organizacje rolnicy wyrzucili ponad 9 tys. kilogramów brzoskwiń i nektarynek, których nie mogli przewieźć ze względu na strajk pracowników transportu, a także na znak protestu przeciwko trudnej sytuacji sektora.

W Huelvie i Kadyksie w Andaluzji manifestowało przed siedzibą lokalnego parlamentu ponad 200 rybaków. Doszło do starć z policją, w wyniku których 26 osób odniosło rany, a 7 zostało zatrzymanych.

Do gwałtownych protestów doszło też przed siedzibą lokalnego parlamentu Galicii, gdzie rybacy, marynarze i armatorzy rzucali petardami do środka budynku.

W La Coruna w Galicii większość ferm mlecznych nie mogła przekazać wyprodukowanego mleka, gdyż protestujący pracownicy transportu zablokowali dojazd cystern do ferm. Producenci musieli wylać mleko, którego nie mogą przechować dłużej niż dwa dni. Według Hiszpańskiej Federacji Producentów Mleka (Prolec), wylano mleko wartości ponad 7 mln euro.

Tymczasem premier Jose Luis Rodriguez Zapatero wyraził w środę pewność, że strajki zakończą się szybko. Mniej optymistyczny był natomiast wicepremier i minister gospodarki Pedro Solbes.

W strajku biorą udział kierowcy pracujący w systemie samozatrudnienia, którzy w Hiszpanii stanowią ok. 20 proc. pracowników transportu ciężarowego obliczanego na 380 tys. pojazdów. Twierdzą oni, że nie poradzą sobie z podwyżkami cen benzyny tak, jak wielkie firmy transportowe.

Domagają się więc ustanowienia gwarantowanej taryfy minimalnej na swoje usługi, co uchroniłoby ich przed dochodami poniżej kosztów własnych. Rząd twierdzi, że nie zezwala na to dyrektywa UE, gdyż byłoby to sprzeczne z zasadą wolnego rynku.

Źródło: PAP