Wprawdzie w komunikacie Komisji Europejskiej nie ma szczegółów finansowych, ale farmerzy z Europy Zachodniej np. w Niemczech już obawiają się, że ich dochody z tytułu dopłat bezpośrednich spadną o 1/3.
- Dzisiaj w gremiach brukselskich słyszę bardzo ciekawą wiadomość, że to oni się bardziej boją reformy niż my. Dla większości gospodarstw rolnych z państw starej Europy dopłaty bezpośrednie to jest już podstawowe źródło dochodu. A w Polsce dopłaty bezpośrednie nie decydują o bycie ekonomicznym gospodarstwa - mówi Władysław Serafin, prezes Kółek Rolniczych, pierwszej polskiej organizacji rolniczej, która jako pierwsza przystąpiła do COPA-COGECA.

A podziały w tej organizacji dokładnie odzwierciedlają moment przystąpienia do COPA-COGECA. Nowe państwa członkowskie chcą wyrównania dopłat bezpośrednich. Stare patrzą na to nieprzychylnym okiem.
Jeżeli chodzi o dopłaty bezpośrednie nie mamy wspólnego stanowiska, bo oni chcą zachować mniej więcej historyczne dopłaty. Druga sprawa to to, że nie mamy wspólnego stanowiska co do proporcji między pierwszym (dopłaty bezpośrednie) a drugim filarem (PROW) Wspólnej Polityki Rolnej. W Polsce jest podział pół na pół. W Europie Zachodniej fundusze na rozwój wsi, czyli PROW to tylko 30% unijnych subwencji, a dopłaty bezpośrednie aż 70% - tłumaczy Marian Sikora z Federacji Branżowych Związków Producentów Rolnych.

Nawet zdaniem związkowców szanse na pełne wyrównanie dopłat bezpośrednich po 2013 roku są niewielkie. Ale nie oznacza to, że nie trzeba o to walczyć.
- W każdym środowisku jest ogromna różnica zdań. Polskie delegacje w COPA-COGECA odczuwają ogromny dyskomfort w nierównym traktowaniu Polski i nowych państw członkowskich w naszych żądaniach dochodzenia do równych subwencji rolnych. Niestety to są lata zaszłości i dzisiaj każdy walczy o swoje. Francuzi i Niemcy mają ogromne przywilej i będą o nie walczyć, choć myślę, że z wielu będą musieli ustąpić. A wtedy dysproporcje,  teraz funkcjonujące na rynku między nami, zmniejszą się - komentuje Władysław Serafin.