- Nie zakładamy tematów tabu, nie ograniczamy dyskusji: kwestie rabatów, zasobów własnych (czyli nowych wpływów do budżetu UE - PAP) na pewno się pojawią - powiedział dziennikarzom przed rozpoczęciem spotkania polski minister ds. europejskich Mikołaj Dowgielewicz. To właśnie wielkość budżetu i związanych z tym składek poszczególnych krajów jest przedmiotem zastrzeżeń krajów-płatników netto do unijnego budżetu, jak Niemcy, Wielka Brytania czy Francja, nawołujących do dyscypliny i oszczędności w obliczu kryzysu.

Sekretarz stanu w niemieckim MSZ Werner Hoyer dał w Sopocie wyraz tym zastrzeżeniom. Jego zdaniem nierealistyczna jest ogłoszona w czerwcu propozycja Komisji Europejskiej zakładająca 7-letni budżet w wysokości 972,2 mld euro, wobec 925 mld euro w obecnym budżecie na lata 2007-2013. Oznacza to wzrost o 5 punktów proc. Jeśli uwzględnić "wyjęcie" poza budżet niektórych wydatków, które dotychczas w nim były (jak finansowanie reaktora jądrowego Iter czy pomoc na wydarzenia kryzysowe jak fundusz globalizacyjny), to budżet rośnie o ok. 11 proc. i liczony w tzw. zobowiązaniach wynosi 1083 mld euro.

- Propozycja KE wykracza poza granice (do udźwignięcia) przez praktycznie wszystkie kraje, to nie tylko kwestia strefy euro. Wszystkie kraje powinny równoważyć budżety i przyjmować drastyczne cięcia i w tych okolicznościach trudno zakładać budżet, który rośnie o 11 proc. - stwierdził Hoyer.

Powtórzył też postulat pięciu krajów-płatników netto z grudnia minionego roku, by unijne wydatki zamrozić na poziomie z 2013 r. - W propozycji KE mówimy o 1,1 bln euro - to przechodzi pojęcie i jest zrozumiałe, że kraje, które muszą zapewnić znaczą część tych pieniędzy, będą bardzo, bardzo ostrożne (...) W sytuacji, w jakiej są narodowe budżety, widzę konieczność zamrożenia, a nie wzrostu budżetu - podkreślił.

Jak podsumował, w obecnym kształcie propozycja Komisji Europejskiej nie odzwierciedla konieczności oszczędności i redukcji długów publicznych w krajach UE.

Propozycji KE bronił natomiast w Sopocie unijny komisarz ds. budżetu Janusz Lewandowski. Jak podkreślił, w odniesieniu do zamożności UE budżet ma nadal wynosić ok. 1 proc. unijnego PKB.