Czeska inspekcja weterynaryjna kilka dni temu informowała, że pobrała próbki z koniny w sklepie mięsnym w Morawskiej Ostrawie. Badanie w laboratorium SVS w Jihlavie potwierdziło, że w mięsie znajdowało się 10,5 mikrogramów fenylobutazonu na kilogram. Kwestionowana konina pochodziła z ubojni z Wodzisławia Śląskiego. Partia mięsa ważyła ponad 300 kg.

Czesi o sprawie powiadomili polskie służby weterynaryjne. Szef polskiej weterynarii po otrzymaniu tej informacji powiedział, że nie wierzy, by badanie wykonane w tamtejszym laboratorium było wiarygodne i zażądał ponownego badania. W ubiegłym tygodniu wysłał w tej sprawie pismo do czeskiej inspekcji weterynaryjnej. Główny lekarz weterynarii Czech odpowiedział jednak, że nie ma takiej możliwości, ponieważ cała partia mięsa została już sprzedana.

Zgodnie z unijnym prawem, strona, która ma wątpliwości co do wyniku badania, może przeprowadzić je ponownie. Dlatego pobierane są dwie próbki, jedna - kierowana jest do analizy, drugą przechowuje się na wszelki wypadek lub zabezpiecza się kwestionowany towar - wyjaśnił we wtorek szef polskiej Inspekcji Weterynaryjnej. Poinformował też, że skierował list do swojego czeskiego odpowiednika, wskazując na nieprawidłowości badania.

- W środę po południu czeska Inspekcja Weterynaryjna przysłała kolejne pismo z informacją, że ma tzw. kontrpróbę koniny i główny lekarz weterynarii Czech zaproponował, by zbadało ją laboratoriom w Berlinie - powiedział Związek. Dodał, że zgodzi się na wykonanie tego badania w Niemczech, ale jednocześnie chce, by część tej próbki trafiła także do polskiego laboratorium w Instytucie Weterynarii w Puławach.

Zawiadomienie o polskiej koninie znalazło się w unijnym systemie szybkiego ostrzegania o niebezpiecznej żywności i paszach (RASFF). Związek podkreślił, że poinformuje o sprawie odpowiedni unijny organ.