Chodzi o ustalenie minimalnego dozwolonego progu dla niezatwierdzonych w UE GMO, znajdujących się w żywności importowanej z krajów trzecich. Obecnie normy unijne w tym zakresie dotyczą jedynie pasz importowanych z krajów spoza UE. Jak dowiedziała się PAP, nowe propozycje mają być przedstawione w przyszłym roku.

Decyzja Komisji Europejskiej wpisuje się we wnioski dwóch opublikowanych przez KE w piątek raportów niezależnych ekspertów. Oba potwierdziły, że stosowane przez UE przepisy w zakresie GMO, w tym kwestia wprowadzania do obrotu genetycznie modyfikowanych pasz, są skuteczne i dobrze odbierane zarówno przez kraje UE jak i przez firmy bezpośrednio przez nie objęte.

- Sprawdzamy teraz, co jest a co nie jest możliwe, jaki jest według danych naukowych dopuszczalny limit i na podstawie sprawdzonej, używanej obecnie metody będziemy mogli przedstawić propozycje ws. występowania niewielkich ilości niezatwierdzonych w UE GMO w żywności - powiedział w piątek komentując wyniki raportów dyrektor generalny w KE ds. zdrowia i polityki konsumenckiej Ladislav Miko.

Obecne normy unijne dotyczą jedynie importowanych do UE pasz: obowiązujące od lipca rozporządzenie wprowadziło wspólny dla wszystkich krajów UE dopuszczalny limit niezatwierdzonych w UE GMO we wprowadzanej do obrotu paszy. Dotyczy to wszystkich odmian GMO dozwolonych w krajach spoza UE, ale niezatwierdzonych do produkcji w Europie. Unijne prawo zezwala bowiem na uprawę tylko dwóch odmian GMO: kukurydzy MON810 firmy Monsanto i ziemniaków amflora.

Ustalony dla importowanej paszy limit to 0,1 proc. Powyżej tej wartości produkt nie może być dopuszczony na unijny rynek. Importowane pasze są obowiązkowo kontrolowane, a sposoby kontroli ujednolicone dla wszystkich krajów UE. Dla GMO uznawalnych w UE, ustalony obecnie najniższy limit wynosi 0,9 proc - powyżej tej ilości produkt musi być opatrzony etykietką "zawiera GMO".

KE podkreśliła także w piątek, że do tej pory wszelkie próby zwiększenia elastyczności prawa w zakresie GMO w Europie spotykają się z oporem ze strony państw UE. - Problemy związane z wdrażaniem prawodawstwa w zakresie GMO nie wynikają z jego konstrukcji ani celów (ochrona zdrowia, środowiska i rozwój unijnego rynku, które są nadal aktualne, lecz raczej ze sposobu, w jaki te trudne kwestie są traktowane na szczeblu politycznym - powiedział komisarz UE ds. zdrowia i polityki konsumenckiej John Dalli. "Dlatego właśnie tak istotne są rozwiązania konkretnych problemów, np. nasz wniosek dotyczący uprawy GMO" - dodał.

Chodzi o przedstawioną przez KE w lipcu 2010 r. propozycję ułatwiającą krajom UE decyzję o zakazie upraw roślin GM dozwolonych w UE. Obecne przepisy zezwalają państwom na zakazanie na swoim terytorium upraw kukurydzy MON810 lub ziemniaków amflora, ale tylko pod warunkiem udowodnienia na podstawie badań naukowych, że dopuszczenie do uprawy tych dwóch odmian roślin jest szkodliwe dla zdrowia lub dla środowiska.

- Ponieważ obecne badania nie pozwalają stwierdzić takiej szkodliwości (dopuszczonych GMO), KE zaproponowała, by poszerzyć listę argumentów, na podstawie których państwa mogą zakazać uprawy GMO na swoim terytorium. Zakaz będzie mógł być wprowadzony np. z przyczyn kulturowych lub ryzyka zachwiania porządku publicznego - tłumaczył rzecznik KE Frederic Vincent.

Propozycje zmian KE są jednak blokowane przez kraje UE. PE przyjął zmiany, ale "wciąż nie udało się odblokować mniejszości państw blokującej przyjęcie propozycji" - mówił w piątek Miko. - Niektórzy producenci boją się, że doprowadzi to do zwiększenia produkcji GMO w Europie, inni, że doprowadzi do spadku upraw. Państwa boją się po prostu odpowiedzialności za podejmowanie decyzji o GMO na własnym terytorium i wolą, żeby podejmowano je za nie" - ocenił.

Propozycji KE jeszcze w zeszłym roku sprzeciwiło się kilka państw UE w tym Francja i Polska, obawiając się, że liberalizacja upraw może zaburzyć konkurencję na europejskim rynku. We wrześniu polska prezydencja zapowiedziała jednak wznowienie rozmów nad propozycją dyrektywy.