"Działania nigdy nie są za darmo, ale myślimy, że uda nam się ograniczyć koszt naszych propozycji do 0,5 proc. PKB" - powiedział przewodniczący Komisji Europejskiej Jose Barroso w poniedziałek w Londynie. Odpowiada to 60 mld euro rocznie. Jednak źródła w samej Komisji Europejskiej mówią o wydatkach rzędu 120 mld euro, czyli ok. 1 proc. unijnego PKB. To więcej niż roczny budżet Unii.

"To będzie kosztowało, nie będzie tanie" - przyznał w niedawnym wywiadzie komisarz ds. przemysłu Guenter Verheugen.

Pakiet ma zapewnić, że do 2020 roku 20 proc. energii zużywanej w UE będzie pochodziło ze źródeł odnawialnych (obecnie ok. 8,5 proc. proc.). Emisje dwutlenku węgla do atmosfery mają być do tego czasu mniejsze o 20 proc. w porównaniu z rokiem 1990.

To będzie wymagało inwestycji w nowe, bardziej ekologiczne technologie, których koszt odczują obywatele UE. Dla przykładu: KE szacuje, że cena energii elektrycznej wzrośnie o 10-15 proc. do roku 2020.

Ale Barroso przekonuje, że brak działania będzie kosztował jeszcze więcej - nawet 20 proc. unijnego PKB. Co więcej, według KE propozycje oznaczają oszczędności. Np. zmniejszenie uzależnienia od importowanego gazu i ropy naftowej to rokrocznie zaoszczędzonych 50 mld euro (przy optymistycznym założeniu, że baryłka ropy kosztuje 61 dolarów). Sektor energii odnawialnej to już w tej chwili 300 tys. miejsc pracy i obroty rzędu 20 mld euro rocznie, które ulegną zwielokrotnieniu, jeśli wyznaczony cel zostanie zrealizowany.

KE podpowiada, gdzie szukać pieniędzy na realizację pakietu. 50 mld euro ma przynieść krajom członkowskim sprzedaż uprawnień do emisji CO2 zakładom przemysłowym. Dotychczas prawa te były przyznawane krajom, które rozdzielały je za darmo przemysłowi. Od roku 2013 będą sprzedawane na aukcjach. Tylko energochłonna produkcja stali, aluminium i cementu będzie mogła w pierwszych latach liczyć na darmowe prawa do emisji.

Co najmniej jedną piątą zarobionych w ten sposób pieniędzy kraje członkowskie mają przeznaczyć na walkę ze zmianami klimatycznymi, promowanie nowych technologii, odnawialnych źródeł energii etc.

W sumie KE przedstawi w środę cztery propozycje legislacyjne: dyrektywę rewolucjonizującą unijny system handlu emisjami CO2 (rozszerzenie na nowe branże przemysłu, jak aluminium czy chemikalia, oraz wprowadzenie systemu aukcji), decyzję o dopuszczalnych limitach emisji CO2 dla poszczególnych krajów w branżach nie objętych systemem handlu (budownictwo, transport, rolnictwo, gospodarka odpadami), dyrektywę ustanawiającą minimalny udział energii odnawialnej w końcowym zużyciu w poszczególnych krajach, a także 10-procentowy pułap biopaliw w transporcie, oraz dyrektywę, która zezwoli na prace nad kosztowną i raczkującą dopiero technologią wychwytywania i magazynowania emisji CO2, np. z elektrowni.

Ogłoszone też zostaną nowe zasady udzielania pomocy publicznej w dziedzinie ochrony środowiska.

By propozycje KE weszły w życie, muszą je zaakceptować kraje członkowskie i Parlament Europejski. Zapowiadają się zacięte dyskusje, bowiem słowa krytyki posypały się z wielu stolic. Kraje członkowskie kwestionują zwłaszcza planowane dla nich pułapy energii odnawialnej - dla Polski ma to być 15 proc. Przemysł z kolei protestuje, twierdząc że obowiązek kupowania praw do emisji CO2 podniesie koszty w stopniu zagrażającym konkurencyjności.

Przedmiotem sporu jest też planowany obowiązkowy pułap biopaliw w transporcie. Przeciwnicy przypominają, że dwutlenek węgla emitowany jest także podczas produkcji biopaliw. KE proponuje, by dopuszczone były tylko te biopaliwa, które w sumie produkują o 35 proc. emisji mniej niż paliwa tradycyjne. Parlament Europejski opowiedział się za pułapem 50 proc., a Greenpeace - 60 proc.

Organizacje pozarządowe alarmują, że promocja biopaliw zagraża bioróżnorodności i doprowadzi do dalszego wycinania lasów pod uprawy roślin energetycznych, które w dodatku będą wypierać zboża, co doprowadzi do wzrostu cen żywności - zwłaszcza w krajach trzeciego świata.

Greenpeace już we wtorek skrytykował propozycje Komisji Europejskiej, wytykając brak ambicji. Organizacja przypomniała, że uczestnicy konferencji klimatycznej na Bali apelowali w grudniu o redukcję emisji CO2 o 25-40 proc. Zdaniem Greenepace redukcja emisji o 20 proc. do roku 2020 nie przybliża do realizacji uznanego także przez UE celu, jakim jest niedopuszczenie do wzrostu temperatury na świecie o więcej niż 2 stopnie w stosunku do lat 1980-99.

KE zapewnia, że - zgodnie z postanowieniami szczytu energetycznego w marcu 2007 roku - Unia będzie gotowa do redukcji emisji CO2 nawet o 30 proc., jeśli w ramach nowego, globalnego porozumienia, tzw. post-Kioto, inne rozwinięte kraje, jak USA czy Japonia, zobowiążą się do porównywalnych redukcji emisji.

Źródło: PAP

Podobał się artykuł? Podziel się!