Zamroziłoby to rozmowy nad przedstawioną w połowie października propozycją Komisji Europejskiej prawdopodobnie do końca 2012 roku - powiedział niemiecki dyplomata.

Według Berlina o konkretnych propozycjach WPR nie powinno się rozmawiać, zanim 27 państw UE nie dojdzie do porozumienia ws. nowych wieloletnich ram finansowych UE. - Środki WPR powinny zależeć od wysokości budżetu i przyszłych propozycji finansowych - mówiła w Luksemburgu podczas spotkania ministrów rolnictwa UE niemiecka minister ds. polityki rolnej Ilse Aigner.

Berlin skrytykował także wielkość środków przeznaczonych na rolnictwo, opowiadając się "za dostosowaniem budżetu do 1 proc unijnego PKB". Krytyce sprzeciwiła się Francja, która proponowany przez Komisję Europejską budżet rolny uznała za "dobrą bazę do negocjacji" - podkreślał podczas debaty szef francuskiego resortu rolnictwa Bruno Le Maire.

O zaproponowanej przez KE w październiku reformie wspólnej polityki rolnej UE (WPR) debatowali w czwartek w Luksemburgu ministrowie rolnictwa UE. Obradom przewodniczył polski minister Marek Sawicki.

Jeśli chodzi o budżet, KE już w czerwcu (przyjmując propozycje nowego budżetu UE na lata 2014 - 2020) zaproponowała zamrożenie wydatków na WPR na poziomie z 2013 roku, czyli około 418 mld euro w latach 2014-2020. Cały budżet UE na lata 2014 - 2020 wynosi według czerwcowej propozycji KE 1,025 bln euro, co odpowiada zablokowaniu wydatków na poziomie 1, 05 unijnego PKB, czyli zamrożenie budżetu w cenach z 2013 roku. Ale jeśli uwzględni się wyjęte poza budżet środki wysokości 58,3 mld euro, to budżet UE wyniesie 1,083 bln euro, czyli 1,11 proc. PKB. W liście z września sprzeciwili się temu płatnicy netto UE, w tym Niemcy, którzy domagają się zamrożenia budżetu na poziomie z 2013 roku.

Podczas debaty ministrowie UE skrytykowali również pozostałe propozycje zmian w WPR, m.in. stopniowe wyrównanie dopłat bezpośrednich dla rolników w UE.

Obecnie dopłaty dla rolników bardzo się różnią: od poniżej 100 euro na hektar na Litwie do ponad 400 euro w Holandii, Belgii i na Malcie (zgodnie z propozycjami KE, stawka dla Polski wzrośnie do około 230 euro/hektar z 215 euro za hektar w 2013 roku). Na jednakowej wysokości dopłaty nie zgodzili się m.in. główni płatnicy netto do budżetu UE, czyli Niemcy i Francja. Propozycja KE zakłada stopniowe zwiększanie do 2018 r. dopłat w państwach, gdzie są one niższe niż 90 proc. średniej UE. (o jedną trzecią różnicy między tym, co rolnicy w danym kraju dostają teraz, a 90 proc. średniej unijnej). Analogicznie - ci co dostają najwięcej, otrzymają nieco mniej (maksymalnie o 10 proc.).

Na to z kolei podczas czwartkowej debaty nie zgodzili się m.in. Rumuni i Estończycy. - Przesunięcie środków o jedną trzecią nie wystarczy - oceniał podczas debaty minister rolnictwa Rumunii Valeriu Tabara. Delegacja Estonii zaproponowała, by "płatności wszystkich krajów UE wyniosły przynajmniej 90 proc. średniej UE już od 2014 roku". Niemcy i Belgia opowiedziały się za utrzymaniem obecnej sytuacji.

Ponadto minister Bułgarii Mirosław Najdenow domagał się podczas debaty przyśpieszenia dojścia do pełnych płatności w Rumunii i Bułgarii. W krajach, które przystąpiły do UE w 2004 roku, w tym w Polsce, system płatności dla rolników został objęty okresem przejściowym - otrzymają one z budżetu UE pełną ich wartość w 2014 roku. W Rumunii i Bułgarii, które do UE przystąpiły w 2007 roku, okres ten upływa odpowiednio później, bo w 2017.

Większość państw UE skrytykowała także proponowane przez KE kryterium "zazieleniania", czyli bardziej ekologicznego sposobu upraw, a w szczególności proponowane w ramach tego kryterium poświęcenia 7 proc. upraw na infrastrukturę ekologiczną. Francja, Wielka Brytania i Słowacja skrytykowały ten pomysł. Niemcy opowiedziały się za.

KE proponuje, by aż 30 proc. dopłat, jakie ma dostawać rolnik, było nagrodą za spełnianie trzech "zielonych" warunków ochrony środowiska: dywersyfikacja kultur, zabezpieczenie ziemi pod pastwiska oraz poświęcenie 7 proc. upraw na infrastrukturę ekologiczną. Podobał się artykuł? Podziel się!