- Liczymy się z trudniejszą sytuacją finansową w najbliższym sezonie, ale rynek cukru po początkowym rozchwianiu musi się ustabilizować i wówczas ci producenci, którzy wykorzystają okres uwolnienia rynku do umocnienia swojej pozycji rynkowej będą beneficjentami dobrej koniunktury - podkreśliła rzeczniczka.

Od 1 października br. przestają obowiązywać w UE kwoty produkcji cukru. O uwolnienie produkcji zabiegały m.in, firmy cukiernicze, które liczą na spadek cen tego surowca. Polska była przeciwna decyzji KE o zniesieniu limitów.

Dotychczas każda ze spółek miała limit produkcji, a cukier wyprodukowany ponad ten przydział musiał być wywożony za granicę lub też przeznaczony na cele niekonsumpcyjne. Limit produkcji cukru dla Polski wynosi 1,4 mln ton, podczas gdy krajowe zużycie to ok. 1,7 mln ton, co oznaczało, że Polska musiała także kupować cukier za granicą.

Krajowa Spółka Cukrowa zapewnia, że już od kilku lat przygotowywała się i dalej przygotowuje się do skutków uwolnienia rynku cukru. Obecnie w spółce pracuje siedem cukrowni: Dobrzelin, Kluczewo, Krasnystaw, Kruszwica, Malbork, Nakło, Werbkowice. Od lat spółka inwestuje w cukrownie, tak by proces produkcyjny był bardziej efektywny.

I tak np. w cukrowni Werbkowice w tym roku zbudowano dwa zbiorniki do odkładania soku gęstego. Instalacja ta jest już wykorzystywana w trakcie obecnej kampanii cukrowniczej. Z kolei, w roku 2016 w cukrowni Kruszwica zamontowano ekstraktor wieżowy, a w 2018 zbudowane zostaną również dwa zbiorniki do odkładania soku gęstego. W następnych latach planowane są inwestycje w cukrowni Nakło i cukrowni Krasnystaw.

Obecnie we wszystkich Cukrowniach Krajowej Spółki Cukrowej przerabia się obecnie ponad 60 tys. ton buraków w ciągu doby.

W ocenie KSC produkcja cukru w nadchodzącym sezonie będzie większa niż w poprzednim. Szacuje się, że wyprodukowane zostanie 2,2 mln to tego produktu (w poprzednim sezonie produkcja cukru w Polsce była także rekordowa i sięgnęła 2,1 mln ton).

W UE sezonie 2017/2018 produkcja cukru przekroczy 20 mln ton, podczas gdy konsumpcja jest na poziomie 17 mln ton. - Przy tak dużej nadwyżce podaży nad popytem oczywista jest presja na ceny, które niewątpliwie będą niższe niż obecnie - zaznaczyła Malinowska.