Właścicielka lokalu Laura Stephens tłumaczy, że rosnące podatki i czynsz, a także skutki kryzysu na rynku kredytów hipotecznych sprawiają, że czasu dla pubów nie są lekkie. Trzeba szukać sposobów na zatrzymanie starych bywalców i przyciągnięcie nowych. Stąd pomysł, by do oferty wprowadzić strzyżenie.

Interes "idzie nieźle" - ocenia pani Stephens. Zaś fryzjerka Arlene Stainthorpe ocenia, że po drinku wielu osobom łatwiej przychodzi decyzja o zmianie fryzury. Dotyczy to zwłaszcza panów, którzy zdążyli już zapuścić długi koński ogon - zauważa fryzjerka.

Źródło: PAP