Podczas wczorajszej konferencji prasowej minister rolnictwa Marek Sawicki odniósł się do głośnej ostatnio czeskiej instrukcji dotyczącej wzmożonych kontroli żywności importowanej z Polski. Instrukcja taka była, ale jej skutki nie przyniosły oczekiwanych rezultatów – jak podkreślił minister, mimo iż na 32 tys. kontroli Polski dotyczyło 4,5 tys. (Niemiec – 3,12 tys.), to nie ma żadnych sygnałów od przedsiębiorców, aby odnotowano jakiekolwiek problemy. Obserwujemy natomiast przyjazdy Czechów w rejony przygraniczne po polską żywność – choć odwrotnej „turystyki” Polacy nie uprawiają. I to pomimo dezinformacji stosowanej u naszych południowych sąsiadów, jakoby polska żywność była złej jakości.

Minister Sawicki określił praktyki stosowane przez Czechów jako „nie do zaakceptowania jako chroniące interesy producentów”.

A czy Polska będzie w związku z tym dochodzić sprawiedliwości?

- Staram się rozumieć rolników czeskich, tak jak staram się rozumieć rolników polskich – oświadczył minister i dodał, że polscy rolnicy też mają żal o import wieprzowiny z Danii czy Niemiec, chcieliby ograniczeń – ale decydując się na członkostwo w UE „przyjęliśmy dobrodziejstwo inwentarza” i prawa: nie ma ograniczeń w przepływie towarów. Wszelkie ograniczenia naruszają prawo. Czesi są trzecim odbiorcą polskiej żywności, nie zaostrzałbym sytuacji – stwierdził Sawicki. Jak dodał, zarządzenie było wydane na niskim szczeblu, przez dyrektora departamentu, z danych widać, że nie było realizowane, a po kontrolach polska żywność nie jest zwracana, co potwierdza jej dobrą jakość.

15 grudnia Marek Sawicki będzie jeszcze rozmawiał w tej sprawie z czeskim ministrem rolnictwa.

Podobał się artykuł? Podziel się!