Krytyce i obronie Wspólnej Polityki Rolnej poświęcono setki ekspertyz i innych publikacji. Wiele argumentów za i przeciw WPR wysuwają także od lat politycy, a jej „dobrodziejstwa” tak naprawdę odczuwają sami rolnicy we własnych portfelach. W burzliwych dyskusjach padają też nawoływania do zlikwidowania lub co najmniej gruntownego zreformowania WPR. Krytycy WPR nie potrafią jednak dokładnie określić, o jakie reformy im chodzi. Najczęściej wspominają o konieczności zmniejszenia wydatków na WPR. Zaznaczają przy tym, że to zmniejszenie nie może się odbyć kosztem wydatków na rozwój obszarów wiejskich. Jedną z dróg do obniżenia wydatków jest coroczne obniżanie budżetu rolnego. Możliwe jest szukanie oszczędności przez nałożenie pułapów dopłat bezpośrednich na gospodarstwo. W grę wchodzi też wprowadzenie obowiązkowego współfinansowania dopłat z budżetów krajowych.

Z pewnością reforma WPR z 2003 r. (tzw. luksemburska) nie jest ostatnią. Na lata 2008–2009 zaplanowano przegląd jej skutków. Jaka więc będzie po 2013 r., trudno przewidzieć. Poglądy ekspertów są rozbieżne. Jedni mówią, że będzie tylko nieznacznie zmodyfikowana, inni – że pozostanie jedynie jej drugi filar – rozwój obszarów wiejskich. Wprowadzenie radykalnych zmian we WPR przed 2014 rokiem jest niemożliwe – uważa minister Władysław Piskorz, nasz ekspert w Brukseli, biorący udział w konferencji „Polska strategia w procesie kształtowania Polityki Unii Europejskiej wobec obszarów wiejskich i rolnictwa”. W ramach porozumienia francusko-niemieckiego z 2002 r. ustalono bowiem poziom wydatków na dopłaty bezpośrednie i interwencje rynkowe aż do 2013 r., godząc się na kontynuację dotychczasowego systemu wspierania rolnictwa.

Doświadczenie pokazuje jednak, że WPR podlega ciągłemu procesowi reform i dostosowywania do nowych wyzwań. Obecnie coraz bardziej nieunikniona staje się możliwość zetknięcia się rolników unijnych z konkurencją masowych towarów rolnych przywożonych zza oceanu lub zza wschodniej granicy. Szansą dla unijnych rolników jest konkurowanie wysoką jakością oferowanych produktów rolnych i żywności. Tu polscy rolnicy mają nawet przewagę nad swoimi kolegami z krajów starej UE.

W Brukseli często się słyszy, że w zasadzie całość polskiej produkcji rolniczej ma cechy produkcji ekologicznej – z uwagi na tradycyjne metody, niskie zużycie chemikaliów
i nieskażone gleby.