O zalewie taniego mięsa z Polski pierwsza poinformowała słowacka prasa. Na łamach jednego z dzienników tamtejsi rolnicy zarzucają polskim hodowcom zbyt agresywne zdobywanie rynku. Według nich: „sukces polskich sprzedawców polega (…) na bardziej liberalnych, w porównaniu ze Słowacją, kontrolach weterynaryjnych. ( Dziennik „Sme”)

Postawionych zarzutów nie rozumie Polska Inspekcja Weterynaryjna. Według niej, wyniki kontroli w naszych zakładach mięsnych wskazują jednoznacznie na brak takiej pobłażliwości. A to gwarantuje, że wszystkie europejskie normy są respektowane.

Krzysztof Jażdżewski, zastępca Głównego Lekarza Weterynarii: - Na dowód tego, że nasze kontrole nie są zupełnie liberalne mogę powiedzieć, że od początku zeszłego roku zamknęliśmy 100 zakładów mięsnych , 31 zakładów mleczarskich i 10 zakładów rybnych.

Pojawienie się polskiego mięsa na słowackim rynku nasi przedsiębiorcy tłumaczą jednoznacznie:

Janusz Rodziewicz, Stowarzyszenie Rzeźników i Wędliniarzy RP: - Polska od dawna utrzymuje ceny dosyć niskie, ale one są i tak wyższe niż np. w konkurencyjnej Danii. Jeżeli minimalnie podnieślibyśmy ceny, Dania momentalnie jest dla nas konkurencją.

Dlatego o nieuczciwej konkurencji nie może być tu mowy. Witold Choiński „Polskie Mięso”: - Jesteśmy na unijnym rynku, wolnym rynku i tak jak wchodzą do nas różne inne kraje, my tez powinniśmy próbować wchodzić do różnych krajów, tam gdzie nam się opłaca, tam gdzie przyjmują nasze mięso.

Słowaccy hodowcy nie składają jednak broni. Zapowiadają utworzenie tak zwanych „bezpośrednich punktów sprzedaży u rolników. Tak, jak ma to miejsce we Włoszech czy Austrii. Słowacja nie zakazuje takiego rozwiązania. Ale spełnienie warunków higienicznych dla tamtejszych rolników może okazać się niesłychanie trudne.

Źródło: Agrobiznes

Podobał się artykuł? Podziel się!