Z kolei na liście składników będą musiały widnieć również alergeny. Nowe etykiety mają ułatwić konsumentom szybkie odnalezienie informacji o produkcie podczas zakupów i umożliwić świadomy wybór. Zawartość m.in. kalorii i tłuszczów będzie musiała być podana w przeliczeniu na 100 g lub 100 ml. Dodatkowo, zawartość tych składników może być przeliczona na jedną porcję produktu. Ponadto konsument będzie w stanie od razu "wyłapać" sztuczne składniki i alergeny. Wymóg nowego oznakowania nie będzie dotyczyć alkoholu.

- Nowe przepisy mają zapewnić, że konsumenci będą lepiej poinformowani, co pomoże im w dokonywaniu świadomych wyborów podczas zakupów - powiedziała chadecka poseł sprawozdawca Renate Sommer. - Mimo politycznych różnic w PE i ideologicznych, narodowych przekonań, wypracowaliśmy dobry kompromis - dodała.

Negocjacje między KE, krajami UE oraz PE w sprawie nowych etykiet trwały wiele miesięcy. Spory dotyczyły zakresu rozporządzenia. KE chciała m.in., by nowe zasady etykietowania dotyczyły też alkoholu, z wyjątkiem wina, piwa i spirytusu, a także by informacje o pochodzeniu były umieszczane obowiązkowo. Propozycje, w obawie przed wpływem na rodzimy przemysł, osłabiały kraje UE, swoje uwagi zgłaszał też europarlament.

Jednomyślność wystąpiła tylko w przypadku alergenów. Chociaż już teraz informacja o nich musi być umieszczana na opakowaniach, to jednak by ułatwić klientom ich odnalezienie będą musiały być wyszczególnione na liście składników. Konsumenci będą musieli być też poinformowani o zawartości alergenów w daniach podawanych w restauracjach czy stołówkach. Kraje UE samodzielnie zdecydują, w jakiej formie ma to nastąpić, np. ustnie przy zamawianiu dania, czy też w menu.

Również produkty wyglądające podobnie do innych, ale wykonane z zamiennych składników, np. produkty seropodobne wykonane z surowców roślinnych (tzw. produkty imitujące żywność), będą łatwe do rozpoznania. Jeśli składnik produktu, którego się spodziewamy, został zastąpiony innym, musi to być wyraźnie zaznaczone w przedniej części opakowania, przy użyciu odpowiedniego rozmiaru czcionki, obok nazwy marki. Produkty mięsne i rybne składające się z małych kawałków muszą być opisane jako produkt powstały "z połączenia kawałków mięsa" lub "z połączenia kawałków ryby".

Osiągnięto kompromis ws. informowania klientów o kraju pochodzenia żywności. Już teraz taka informacja jest wymagana w przypadku wołowiny, oliwy, miodu, świeżych warzyw i owoców, w przypadku pozostałych produktów może być pominięta, o ile nie wprowadza to w błąd klientów. PE w negocjacjach z krajami UE osiągnął kompromis polegający na tym, że obowiązkiem informowania o kraju pochodzenia będą dodatkowo objęte drób, wieprzowina, baranina i mięso kozie; KE w ciągu dwóch lat przygotuje zasady wdrażania tego obowiązku. Producenci pozostałej żywności mogą informować o pochodzeniu dobrowolnie.

KE określiła zasady oznaczenia pochodzenia żywności. - Jeśli główny składnik produktu pochodzi z innego kraju, niż ten, w którym został przetworzony, etykieta musi o tym informować, np. masło z Wielkiej Brytanii na bazie mleka z Polski - wyjaśnił urzędnik Komisji. Zastrzegł, że zasady te nie będą dotyczyły chronionej żywności, np regionalnej, takiej jak szynka parmeńska; są one bowiem regulowane odrębnymi przepisami. Ponadto Komisja będzie analizować koszty obowiązkowego informowania o pochodzeniu m.in. produktów mlecznych i za 3 lata przedstawi raport.

Komentatorzy krytykują długi okres wchodzenia w życie zatwierdzonego w środę przez PE rozporządzenia. Po opublikowaniu przepisów w Dzienniku Urzędowym UE, przedsiębiorstwa sektora spożywczego będą miały aż trzy lata na dostosowanie się do nowych zasad. Natomiast termin wprowadzenia informacji o wartości odżywczej produktu zostanie przedłużony o dodatkowe dwa lata. Jeśli producenci już informują o wartości odżywczej, będą mieli trzy lata na dostosowanie formy tej informacji do nowych przepisów.

- To są duże zmiany w porównaniu do obecnych zasad i przemysł musi mieć wystarczająco dużo czasu, by się przystosować. Do tego momentu będziemy sprawdzać, czy klienci nie są wprowadzani w błąd - powiedział urzędnik.