Najbardziej niekorzystnym rozwiązaniem jest nierówność w traktowaniu rolnictwa w poszczególnych krajach UE. Gospodarstwa różnią się nie tylko ze względu na stopień rozwoju ekonomicznego krajów, ale z powodu zróżnicowania dopłat i jeżeli przyjąć, że dopłaty przysługują do hektara ziemi, to stawka dopłaty powinna być taka sama, a zwiększona powinna przysługiwać jedynie ze względu na warunki klimatyczne czy przyrodnicze - stwierdził prezes Krajowego Związkowi Rolników, Kółek i Organizacji Rolniczych (KZRKiOR) Władysław Serafin.

- Raczej nie ma szans na wyrównanie dopłat bezpośrednich, ale to, co rozpoczął Sawicki, jest to mała rewolucja w myśleniu o wspólnej polityce rolnej i ten kierunek myślenia na pełne nasze wsparcie - powiedział Serafin.

Także prezes Krajowej Rady Izb Rolniczych Wiktor Szmulewicz uważa, że najbardziej dotkliwa dla polskiego rolnictwa jest to, że Wspólna Polityka Rolna nie wprowadza uczciwych warunków rynkowych. Rolnik z krajów, które mają wyższe dopłaty będzie zawsze bardziej konkurencyjny, bo koszty produkcji są podobne - argumentował.

Dodał, że polskie postulaty nie znajdują odbicia w propozycjach KE. Jego zdaniem, choć dyskusja będzie trwała, trudno będzie nam przekonać do wyrównania dopłat.

- Prezentacja założeń reformy Wspólnej Polityki Rolnej odbyła się podczas polskiej prezydencji, mamy cztery lata jednego rządu, który lobbował nad zmianami w tej polityce. KE ogłaszając projekt nie uwzględniła nic z polskich propozycji. To albo słabo lobbowaliśmy albo słabe były polskie propozycje - mówił Szmulewicz.