Kosztowne artykuły spożywcze, mające markę "Wyprodukowany w Wielkiej Brytanii" lub w innych krajach, będą podlegać weryfikacji w specjalnych laboratoriach, w których zbada się ich prawdziwe pochodzenie. Londyn poinformował o tym, że brytyjskim naukowcom udało się opracować nową technologię pod nazwą "mapa spożywcza". Pozwala ona wiarygodnie ustalić, w jakim stopniu odpowiadają prawdzie znakowania na etykietkach kraju pochodzenia towaru.

Fachowcom udało się połączyć całokształt geologicznych i klimatycznych czynników, charakterystycznych dla różnych części świata, oraz matematycznie określić, jakie substancje mogą znajdować się w artykułach spożywczych. Przede wszystkim to dotyczy stałych, niepromieniotwórczych izotopów.

Testy wody mineralnej dały dokładne rezultaty, pozwalające stosować technologię "map spożywczych" dla określenia pochodzenia mięsa, ryby, sera i wina.

Chodzi o to, że informacja o tym, gdzie wyprodukowano ten czy inny produkt, może oznaczać tylko to, gdzie on był zakonserwowany lub zapakowany. Ale rzadko podaje się informację o kraju, skąd pochodzi surowiec z którego produkt wytworzono. Dla przykładu, Brytyjska Agencja ds. Standardów Żywności (United Kingdom Food Standards Agency) przypuszcza, że pod nazwą szkockiej wołowiny "Aberdin Angus" (znakomita szkocka rasa bydła) faktycznie sprzedaje się wołowinę z Ameryki Południowej. Również budzi wątpliwości oryginalność produkcji takich znanych marek, jak "szynka konserwowana z Wiltshire" i "parówki wieprzowe z Cumberland". Są także liczne podejrzenia, że pod postacią morskiego okonia, rzekomo wyłowionego w oceanicznych wodach, sprzedaje się rybę, hodowaną w najbliższych stawach rybnych.

Źródło: WEBAGRO