To oznacza, że po zakończeniu trwającego obecnie okresu ochronnego (lipiec-sierpień), od września polscy rybacy nie będą mogli wrócić do połowów dorsza.

"Komisja Europejska na podstawie informacji, którymi dysponuje, ocenia, że rzeczywiste połowy od początku tego roku są blisko trzy razy większe (2,95 razy) niż wielkości podawane przez Polskę. KE uważa więc, że przyznana kwota na rok 2007 została wyczerpana" - głosi decyzja KE.

Komisja precyzuje, że stwierdziła podawanie fałszywych danych o połowach dzięki inspekcjom przeprowadzonym w Polsce od stycznia do maja tego roku. Nie podaje jednak dokładnych danych o stwierdzonych nieprawidłowościach, które pozwoliły jej na obliczenie, że faktyczne połowy są niemal trzy razy większe od deklarowanych.

KE już w ubiegłym tygodniu zwracała się do Polski o wydanie natychmiastowego zakazu połowów dorsza, ale polskie władze nie przedsięwzięły w tej sprawie żadnych kroków; dlatego sama wydała taką decyzję.

"Do Komisji należy decyzja o zamknięciu połowów, kiedy oceni ona, że kwoty zostały wyczerpane. Wykonując ten ciążący na niej obowiązek, Komisja musi wziąć pod uwagę wszelkie informacje, którymi dysponuje, przy zachowaniu odpowiedniej ostrożności" - uzasadnia KE.

Rzecznik prasowy Ministerstwa Gospodarki Morskiej Marian Szołucha powiedział w poniedziałek PAP, że żaden oficjalny dokument nie wpłynął jeszcze do resortu.

"Obecnie minister gospodarki morskiej Rafał Wiechecki jest w Portugalii, na spotkaniu z unijnym komisarzem ds. rybołówstwa Joe Borgiem i negocjuje sprawy związane z zakazem połowu dorszy" - powiedział rzecznik.

"Wiemy, że Komisja chciała wprowadzić zakaz. Jednak jeśli będzie on obowiązywał, to dopiero od 1 września. Mamy jeszcze dwa miesiące, żeby prowadzić rozmowy. Na razie powodów do paniki nie ma - zwłaszcza, że z naszych informacji wynika, iż polscy rybacy nie wykorzystali jeszcze limitów" - dodał.

Wyjaśnił, że Wiechecki w ubiegłym tygodniu spotkał się ze środowiskiem rybackimi. Ustalono, że zostanie powołania specjalna krajowa komisja ds. rybołówstwa, w skład której wejdą przedstawiciele środowiska. "Rada wypracuje strategię do negocjacji i będzie negocjowała w Komisji. Teraz czekamy na rezultaty rozmów ministra z komisarzem i traktujemy to jako pierwszą turę negocjacji. W zależności od tego, jak ona się zakończy, będziemy podejmowali dalsze roki" - powiedział rzecznik.

Tegoroczna kwota połowowa dorsza dla polskich rybaków na Bałtyku Wschodnim wynosi 10,8 tys. ton, zaś na Bałtyku Zachodnim, którego poniedziałkowa decyzja nie obejmuje, ok. 3 tys. ton. Na razie na Bałtyku Zachodnim KE nie stwierdziła rażących nieprawidłowości, co oznacza, że Polska może kontynuować połowy do wyczerpania kwoty (okres ochronny dorsza trwa tam w kwietniu i maju).

KE wielokrotnie alarmowała, powołując się na dane naukowe, że liczebność dorszy w Bałtyku jest za niska, by zagwarantować biologiczne przetrwanie stada. W związku z tym nie wyklucza, że doroczne przymusowe redukcje kwot połowowych przekroczą 15 proc.

KE tłumaczy, że kraje członkowskie ustalają co roku limity połowów na europejskich wodach znacznie powyżej poziomu uważanego za "bezpieczny" przez naukowców. Różnice sięgają 42-57 proc. Co gorsza, rybacy przekraczają przyznane im kwoty. Na cenzurowanym są zwłaszcza polscy rybacy, którzy - co wykazały unijne kontrole - notorycznie zaniżają dane o połowach dorszy.

Komisja Europejska przyznaje, że najlepszym sposobem odnowienia zasobów byłby całkowity zakaz połowów dorszy. Nie decyduje się jednak na taki krok, rozumiejąc jego społeczno-gospodarcze konsekwencje.

Rybacy podważają dane naukowców i argumentują, że unijne limity i tak są zbyt niskie, by mieli zapewniony godziwy zarobek ze swojej pracy, więc muszą łowić i sprzedawać więcej ryb.

Źródło: PAP

Podobał się artykuł? Podziel się!