W połowie lutego Parlament Europejski zatwierdził umowę o wolnym handlu między Unią Europejską i Kanadą. Kolejnym krokiem jest jej ratyfikacja przez parlamenty państw członkowskich. W Polsce wciąż stykamy się ze skrajnie różnymi opiniami na temat CETA, a opinie na temat wpływu umowy na polską i unijną gospodarkę są podzielone.

- Wynika to, zarówno z trudności w ocenie skutków umowy dla poszczególnych krajów UE, które przecież różnią się mocno między sobą pod względem siły ekonomicznej, jak i z ewidentnego braku szczegółowych analiz i informacji dotyczących samej tej umowy. Najbardziej nagłośnione w mediach negatywne skutki CETA w postaci odstąpienia UE od norm bezpieczeństwa żywności czy też możliwego zalewu unijnego rynku produktami GMO, okazały się nie mieć odzwierciedlenia w zapisach umowy - mówi Gantner.

Dyrektor generalny PFPŻ przypomina jednak, że nie ma kompleksowych i jednoznacznych analiz makroekonomicznych dotyczących faktycznych korzyści i zagrożeń CETA, które uwzględniałyby uwarunkowania wszystkich krajów UE.

- Politykę informacyjną Komisji Europejskiej w tym zakresie należy uznać, za bardzo słabą. Oczywiście CETA jak każda umowa musi przynieść korzyści obu stronom, zatem wejście Kanady na 450 milionowy rynek UE, z pewnością może być tym czym wejście Polski na rynek UE, czyli silnym impulsem proeksportowym. Nie sądzę jednak, żeby to była wymiana jednostronna. Nawet bez CETA bilans handlowy pomiędzy UE i Kanadą, jest ewidentnie korzystny dla Unii. Raczej nic nie wskazuje, żeby przy zniesieniu praktycznie ponad 90 proc. barier celnych, tendencja ta miałaby ulec znaczącej zmianie - dodaje.

Cała rozmowa w Portalu Spożywczym

Podobał się artykuł? Podziel się!